RSS
piątek, 27 stycznia 2012
mosty historii
Z literaturą piękną też jest różnie i sprawy warsztatu pisarskiego budzą często kontrowersje. Choć nie tak histeryczne w jak w naszej, przepojonej moralnością i uczciwością krainie. Oto fragment dla miłośników Hemingwaya. Ze wstępu do „Komu bije dzwon” (Ossolineum 1978) autorstwa Leszka Elektorowicza. Podtytuł „sprawa autentyczności” – „… Zapewne w natarciu na La Granja wysadzono jakiś most czy nawet kilka mostów, lecz nie zidentyfikowano tego o którym mowa w Komu bije dzwon, mimo, że Hemingway zapewniał nieraz swych rozmówców o jego autentyczności”. A E Hotchner przytacza w swej książce urywek rozmowy z pisarzem, który powiedział „Był most i został wysadzony, i ja to widziałem. Wysadzenie w powietrze pociągu, które opisałem w książce zdarzyło się także naprawdę. A także przedostałem się na tyły linii nieprzyjacielskich w rejonie Segovii gdzie zdobyłem sporo informacji o poczynaniach faszystów, które przekazałem naszemu dowództwu. Lecz ludzi i wypadki wymyśliłem według swej najlepszej wiedzy, uczucia i nadziei. Fragment w którym Pilar wspomina to co się wydarzyło w jej wsi po przyjściu faszystów dotyczy Rondy a szczegóły opisowe miasteczka są dokładne.
Bardziej sceptyczny jest przekaz Castillo. Pisze on -”Ostatecznie doszedłem do przekonania, że most opisany w powieści nigdy w rzeczywistości nie istniał, ani też nie było żadnej bitwy o most, która miałaby zadecydować o przebiegu całej operacji”.
Castillo zauważa przy tym trafnie, żę w okresie kiedy toczyła się na prawdę operacja w rejonie La Granja tj z końcem maja 1937 roku Hemingwaya nie było w Hiszpanii. Krytyk zresztą nie przeczy pełnej kompetencji, jaką posiadał Hemingway w przedmiocie swego dzieła.”
To co – wywalamy Hemingwaya z biblioteczki? Wycieramy z pamięci jego książki? I właśnie w kluczowym zdaniu tej książki jest meritum problemu – „jeżeli razi cię ta książka na półce „Literatura faktu”, to przestaw ja na półkę „Literatura piękna”. Kto czytał książkę „Chrystus z karabinem na ramieniu”, ten dobrze wie, że są to reportaże, a nie literatura piękna, ale reportaże bardzo niewygodne dziś zarówno dla tych, co to niby nie przewożą broni i płynnego ołowiu na wielbłądach (akurat, bo uwierzę), jak i dla samego Imperium Dobra (chociaż nie wiem, dlaczego rozróżniam zupełnie bez powodu). Tak samo niewygodne, jak najnowszy film Romana Polańskiego. Dlatego czynione są intensywne zabiegi w masmediach, aby zdyskredytować Ryszarda Kapuścińskiego jako człowieka, pod pozorem odbrązowiania postaci (jak Lecha Wałęsę, co to sikał do chrzcielnicy, itd.), a jego literaturę faktu zakwalifikować do literackich bajań, a potem mówić: „może to prawda, może nie, są różne opinie, jest przecież książka p. Domosławskiego oraz poparcie poważnego p. red. Passenta, kto to wie jak naprawdę było i czy to Izraelczycy strzelali z morza do bezbronnych Palestyńczyków, czy może było na odwrót, czy strzelali do głodujących chłopów skradających się po snopek zboża, czy to chłopi strzelali do nich i pewnie to nie Amerykanie terroryzowali, okradali i upadlali Amerykę Łacińską, a było całkiem na odwrót”. Taka jest intencja, moim skromnym zdaniem. Dlatego pewnie nawet po przeczytaniu, nie będę bił brawa p. Arturowi.

Oczywiście nie są to reportaże napisane przez jakiegoś kołka, pozbawionego umiejętności składania zdań złożonych, a przez człowieka światłego, dla którego język polski był wykwintnym narzędziem do przekazywania obrazów oraz własnych głębokich myśli, a forma nie wymuszała na nim twórczości a la depesza lub SMS. Ryszard Kapuściński opisywał rzeczywistość, a nie tworzył literaturę mniej lub bardziej piękną.

Nie znam szczegółów „kontrowersyjnych”, ale ufam bardziej rodzinie Ryszarda Kapuścińskiego, niż p. Domosławskiemu.

20:45, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 stycznia 2012
kapitalizm czas zacząć

Mnie zaciekawiły w GW dwa wywiady red. Kublik, jeden z prof. Bralczykiem. Twierdzi on, wybitny medialny polonista i objaśniacz językowych zjawisk, że zagraża nam polszczyzna bez „ąści”, czyli bez polskich znaków, bo coraz częściej komunikacja (bezprzewodowa) jest sms-em. Przywiązanie do pisania bez tych znaków go nie martwi, ale zamiłowanie szczególnie u młodzieży do czytania bez znaków – może nawet dzieła literatury „przetłumaczy” się na taką polszczyznę; ale nic nie pisał o zamiłowaniu do czytania o „dzikim bydle”. ” Ludzie fachowi wiedzą dobrze, że niemożliwością jest przesyłanie głosu ludzkiego po drutach tak, jak przesyła się kropki alfabetu morsowego” to ponoć z notatki jednej z gazet bostońskich z dnia 13 lipca 1816 roku. Być może się czepiam ale chyba trudno było wtedy znaleść fachowców od morsa bo kropki i kreski namalowano w 1840r (telefon zadzwonił po raz pierwszy (oficjalnie) w 1876r). Poza tym bezpieczniki max 150W to mniej więcej bezpieczniki 0.63A. Uciągnie toto Śnieżkę lub Tarabana ale Jowisza albo Rubina już nie. Posłuchać się da, pooglądać nie, poczytać na tym blogu, praktycznie nie, bo wysiadka po kilku linijkach.

W Świątecznej jest artykuł Gadomskiego o szaleństwie rządzącym ekonomią, a dokładnie o podejmowaniu decyzji przy źle przetworzonej informacji, szczególnie o niepowtarzalnych nieprzywidywalnych ich wynikach. Zaznaczam, że jest to wiedza w większości znana w latach 1970-tych (Kahneman & Tversky). Jedna uwaga wszak jest cenna, bo odnosi się do kryzysu jako efektu „kapitalizmu bezprzewodowego”, jak to Gadomski ujmuje – KAPITALIZM TO NIE PREMIE, KAPITALIZM TO PREMIE I KARY. Zatem o co nam chodzi? O obalenie kapitalizmu metodą „im gorzej tym lepiej”, czy wprost przeciwnie – o usunięcie wypaczeń kapitalizmu?

21:15, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »