RSS
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Sprężarka Swing Daikin

Bardzo się cieszę,że Redaktor higieniczny rotor sorbcyjny cieszy się wiosennym wysypem kulturalnym. Mnie zostaje dvd oraz tvp Kultura i Mezzo .Premiera agregatu do schładzania wody Zwłaszcza Mezzo.W koszyczku do święcenia „pokarmów” naszych świątecznych przeważa znany pokarm smoleński oraz pokarm błogosławiony.Z lekka zatruty rozważaniem TVN 24 „kto będzie i kto się uchyli nowy klimatyzator?”.Oni to lubią.Wiosna wybuchła.Nawet tchórze się zaktywizowały .Regularnie o trzeciej nad ranem (taki zwyczaj starczy) obserwuję rodzinkę tych sympatycznych kurodusicieli przekraczających jasno klimatyzacji

oświetloną drogę w poszukiwaniu rozszeżenie oferty systemów inwerterowych klimatyzacji żeru w zaprzyjażnionych kurnikach.Po południu grasują na działkach wzbudzając raban ptasi głośniejszy od gangu bmw second hand miejscowych macho Daikin - inteligentne systemy klimatyzacji VRV-K i VRV-K Plus.

Wesołego Alleluja nie zakrzyknę .Ani wesołego jajka.Jajko na twardo nie może byc wesołe.Marzy tylko by w odwecie ,ten który go zdenaturyzował niezawodnie się nim udławił.Religia jest „ex definicione” wzywa do instalacje chłodzenia pośredniego denaturyzacji wszystkiego „co się rusza” bo Pan przyznał nam pozycję odpowiednią.Ciekawe czemu terroryści ekologiczni nie wysadzili jeszcze lochów Watykanu ? niezbadane są ścieżki…. Człowiek ma potrzeby fizyczne, związane ze swą cielesnością. Miewa też i inne zachcianki. Powiedzmy wprost, że duchowe. Jeżeli po zaspokojeniu tych pierwszych zaczyna myśleć dopiero o innych, nie związanych z fizjologią, mamy do czynienia z typowym podejściem konsumpcyjnym. Osuszanie powietrza w urządzeniach klimatyzacyjnych. Gdy kolejność jest odwrotna, gdy np. przed świątecznym żarciem nasyca się wpierw Bachem, założyć (się) można, że trafiliśmy na człowieka twórczego. Nie czas teraz, by zastanawiać się, do czego też człowiek twórczy może wykorzystywać swą twórczą naturę.

sobota, 23 kwietnia 2011
po Smoleńsku

Może w końcu zajmiemy się czymś poważnym rozwojowym. Przenoszenie sporu na obszary historyczne nie ma większego sensu. Bo to co było w przyszłości już się nie wydarzy. Problemem jest więc to co nas czeka a nie to co kiedyś się wydarzyło. Problemem Polski jako państwa i społeczeństwa jest nie określona przyszłość w jaką zmierzamy. Istnieją jakieś plany ale się o nich nie rozmawia. Jeśli się nawet zacznie to jakiś nawiedzony powie ze to głupie albo że komuś się idzie na rękę. Równie dobrze jakiś dziennikarz wymyśli aferę jak z komiksem z MSZ-u o Chopinie. I cały plan się posypie bo robi się afera, a ktoś miał koncept, żeby coś innego ciekawego zrobić. To go zadeptali. Może jednak do niektórych nie dociera że poza Wiejską i kilkoma gmachami urzędów w Warszawie żyją w tym kraju normalni ludzie, którzy maja normalne problemy i nie zastanawiają się którą nogą wstał dziś Pan Prezes, albo co dziś zrobi Pan Premier i w jakie góry na urlop pojedzie. Ludzie chcą wiedzieć jaka będzie przyszłość w choćby minimalnym aspekcie. Chcą wiedzieć czy w tym Kraju będą mogli wychowywać swoje dzieci. Czy praca którą wykonują pozwoli im ta rodzinę utrzymać. Żeby młode pokolenie wiedziało, że znajdzie Tu pracę a nie myślało, że jedynym miejsce gdzie można coś osiągnąć to wyjazd na Zachód. A u nas nie ma koncepcji jest byle jak i jak zwykle nikomu to nie przeszkadza. No a później będzie jak z ta tablicą, że wszyscy wiedzieli nikt nic nie robił i mleko się rozlało.

PiS kryterium uliczne wygrywa „w cuglach”. Na wiele więcej liczyć nie może. Wg. kryteriów kanadyjskich – wiem, wiem, Polska to nie Kanada (pod każdym względem) – Kaczyński byłby już na politycznej emeryturze. Ciekawe, że politycy w Polsce, odwrotnie od innych zawodów, trzymają się swojej roboty, jakby ich „stopa zastąpienia” była zerowa.

Większość w kraju jest pozbawiona przywództwa. No cóż, złote czasy, krótkie bo krótkie, ale minęły, kiedy było aż dwóch przywódców narodu, dla jednych przywódca był Gierek, dla drugich papież Wojtyła. Zostały wspomnienia – czerwiec 1979 roku. A jaka pogoda była wtedy, a ryby jak brały! Nigdy to już się nie powtórzy.

Czy nie możemy w tym kraju myśleć pro rozwojowo. Tak po prostu po ludzku. Bo tak naprawdę 7 tysięcy osób pod Pałacem Prezydenckim – to nie jest nawet promil polskiego społeczeństwa, sondaże przedwyborcze to tylko sondaże – a każdy w dniu wyborów pójdzie i zagłosuje jak chce. Chyba wszyscy w tej całej machinie politycznej zapomnieli gdzie tak naprawdę jest ten prawdziwy Naród, to społeczeństwo obywatelskie i to wszystko z czym ten kraj może się identyfikować. Myślmy o przyszłości bo wszystko wskazuje na to że ona nadejdzie. Prędzej czy później

11:20, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 kwietnia 2011
co tam w polityce 2

Przecieki są wysoce wysublimowaną specjalnością polskiego stołu politycznego.

Proceder ten poprzedzany jest uprzejmym donoszeniem.

Na wszystkich tych ,którzy zachowywali się niezgodnie z normami moralności socjalistycznej składaliśmy zazwyczaj bezinteresowne i anonimowe, pisemne donosy będąc głęboko przekonanymi, że uda się nam skutecznie te zagłuszające chwasty wyplenić.

Korytkowcy w ramach wdrażania gospodarki rynkowej czynili to odpłatnie.

Nie,nie i wcale nie chodziło tutaj o odkrywanie cudzego stosunku intymnego lub jego braku z komuną, bowiem komuna jako bezpośrednio zainteresowana najlepiej wiedziała, kto jej czyni przyjemność, a kto na jej widok dostaje choroby świętego Wita. Chodziło raczej tutaj o dekonspirowanie, w stadium embrionalnym, prekursorów przewłaszczania cudzej, ze szczególnym uwzględnieniem państwowej własności.

Rzecz zwykle zaczynała się od worka cementu lub paszy, cudzego roweru lub motocykla, na wyższym etapie wtajemniczenia. Wysoce wyspecjalizowani zwolennicy gospodarki rynkowej potrafili nawet, zamiast mięsem, faszerować kiełbasę papierem toaletowym.

No, ale takie numery były zagrożone już karą śmierci z uwagi na wysoką szkodliwość społeczną, w odróżnieniu od worka cementu,którego „rąbnięcie” kosztowało zaledwie rok kryminału.

Świętej pamięci babcię komunę należy skrytykować bezwzględnie za jej brak skuteczności w obronie pryncypiów prawa własności, w końcu najwyższego prawa,zdaniem neoliberałów.

Efekt zaś był taki, że szczytem elegancji i dobrego klimatyzatora tonu było „przekręcenie”dla przykładu fabryki makaronów.

Dzisiaj zachodnia etykietka lub ukończenie amerykańskich kursów jak w przypadku Pana Pielni1 przestało nobilitować, a wręcz budzi podejrzane skojarzenia, tym bardziej się pogłębiające im bardziej się sypie ekspansjonistyczna gospodarka USA.

Niemniej ci krzykacze doskonale wiedzą, że pozostało niewiele firm państwowych do „wyrwania” lecz jest to sam kwiat polskiej własności.

Kopalnictwo, transport, energetyka, poczta, szpitalnictwo, klimatyzacja telewizja i inne.

Ci, którzy dorwą się do tego tortu obłowią się jak rzadko kto.

Gra się toczy o niewyobrażalne, dla przeciętnego zjadacza chleba, fortuny, które przestaną swoim zyskiem zasilać nasz budżet.

Potem znowu podniosą się wniebogłosy liberalne pienia, że są poważne niedobory budżetowe i należy z całą bezwzględnością ciąć jego stronę wydatków, co oznacza uderzenie w najbiedniejszych, ponieważ to oni niestrudzenie niosą klimatyzację na swoich garbach ten liberalny raj dla samozwańczych wybrańców.

Koszty wytwarzania sztucznie się napędza, by zwiększać skalę zysku pasożytów.

W związku z tym ceny produktów konsumpcyjnych i kosztów stałych utrzymania rosną horrendalnie, przy utrzymywaniu płac na niezwykle niskim poziomie.

Jest to prostacki i prymitywny mechanizm obciążania nieuzasadnionymi kosztami jakie musi ponosić społeczeństwo wskutek niewłaściwej i błędnej polityki ekonomicznej naszych nawiedzonych.

Ich filozofia sprowadza się jedynie i wyłącznie do stosowania ekonomicznych kopniaków wobec współobywateli przez fanatyków typu ascetycznego Balcerowicza, co to 500 000 zlp zarabiał miesięcznie na klimatyzacji.

Biorąc pod uwagę, że są inni, którzy zarabiali 500 zlp miesięcznie, to zakrawa ten typ stosunków na demokratyczny żart. Mniejszość bierze wszystko ,a większość dostaje ochłapy i takie relacje nazywa się demokracją.

 

Dziwię się bardzo, że w tych nowych stosunkach międzyludzkich uchował się jeszcze zwyczaj składania życzeń urodzinowych, Faktem pozostaje niezaprzeczalnym, że w ten sposób coraz bardziej europeizujemy się poprzez odchodzenie od polskiej tradycji imienin.

Komu tam jednak polskie zwyczaje w głowie kiedy musimy się dostać na zachodnie salony dla konieczności wypucowania ich klamek, tak byśmy mogli zobaczyć swoją barbarzyńską fizys wschodnio-europejską w całej okazałości. Całe szczęście, że stare repy nie muszą doświadczać doskonałości tych wspaniałych doświadczeń.

Boć to emeryturka nie ta, i zdrowie nie na ceny wolnego świata.

We własnym otoczeniu nikt nas nie napastuje, że jesteśmy głupimi nędzarzami komunistycznymi.

Z kolegą zomowcem, w ogródku działkowym, którego nie potrafili nam jeszcze odebrać, możemy sobie wypić piwko, którego nam inni nawarzyli.

Gadamy też, wybacz nam Panie, że do luftu taki system klimatyzacji jaki puszcza państwo i naród w skarpetkach.Zgodnie z przypomnieniem Pana Passenta niezwykle ciepło wspominamy życzenia okolicznościowe, dyplomy, listy pochwalne, ordery i odznaczenia jakie w nasz adres skierowali Przewodniczący Rady Państwa i I Sekretarz KC naszej Partii.

Nie da się ukryć, że blaszkami bawią się już tylko nasi ukochani wnuczkowie, których darzymy miłością ślepą i bezgraniczną, i tylko im się wolno bawić naszymi zabawkami .

 

Panie świeć nad jego duszą i tych wszystkich, którzy dobrze o nim mówili, a ci mówiący źle nie zasługują na uwagę.

Jaka baza taki przywódca.

Tylko ciecie produkują śmiecie.

Nie mnie oceniać Drogi Solenizancie pańskie życie, jego wzloty i upadki.

Wydaje się jednak, że w odróżnieniu od wielu oponentów pozostawia Pan za sobą taki dorobek, który budzi szacunek, uznanie a i nieskrywaną zawiść.

Kudy młodym, gniewnym i nieokrzesanym następcom po piórze do Pana.

W tym wszystkim należy mieć wenę i solidny warsztat pisarski.

Nieodzowna jest także mądrość, dystans i odrobina samoironii, nie wspominając o kolosalnym doświadczeniu życiowym.

Pan z każdego piasku potrafi bicz ukręcić.

Dlatego jestem ostrym przeciwnikiem walki z autorytetami.

Sama ambicja mówienia do innych nie wystarcza,wypada mieć jeszcze coś do powiedzenia.

Wspomnienia o peerelowskich filharmoniach,Schubercie i muzykach pracujących na kilku etatach klimatyzacji i strajkujących na co dzień dla chleba budzi gorycz i świadomość postępującego elitaryzmu.

Odbiera się ludziom chleb ,igrzyska i wino, poza politycznymi.

Filharmonie i teatry miały w PRL-u szczególnie podłą funkcję zagospodarowywania wolnego czasu inteligencji, by jej głupie myśli nie chodziły po głowie i by nie próbowała strajkować.

Natomiast upowszechniana książka Michaliny Wisłockiej „Sztuka kochania” w wielu tomach i edycjach, była niczym innym jak perfidnym sposobem wywoływania podobnych uczuć wobec komuny.

W związku z tym, że tekst tad9 istotny , choć bardzo długi postanowiłem go w świeto pracy umyslowej wkleić na blog Pana Daniela aby miraże dotyczace obecnie rzadzacych znikneły…

W 98 przypadkach na 100 osobnik posądzony o sympatie do takiej czy owakiej partii odpowie, że jest to uproszczenie. Nie jestem przywiązany do szyldu czy wodza – będzie prawił – ale do pewnych spraw. Jeśli sprzyjam partii X, to dlatego, że jest ona dla nich najlepszym wehikułem. Najlepszym, nie znaczy doskonałym. Ale – cóż – nie widzę nic lepszego… W porządku, zastanówmy się więc dla jakich spraw wehikułem jest Platforma… Otóż, nie bardzo wiadomo. Jest to bowiem partia, która dokonała największego w historii III RP zwrotu retorycznego. Oczywiście – nie ma polityków, czy formacji w stu procentach konsekwentnych (jeśli pominąć sekciarzy). Życie wymusza zmiany i kompromisy. Idzie jednak o skalę zmian i rodzaj kompromisów. Łapanie polityków na drugorzędnych niekonsekwencjach to zajęcie tyle zabawne, co jałowe (choć go nie unikam). Naprawdę liczą się niekonsekwencje pierwszorzędne. Powiedzmy, że chodzi o różnicę pomiędzy taktyką a strategią. Sojusz PiS z SO i LPR uznany był, przez wyborców PiS, za sojusz taktyczny w ramach strategii budowy IV RP.  Ja takich sobie nie przypominam. Jak już pisałem – teoria postideologiczności wydaje mi się być po prostu „filozoficznym” uzasadnieniem powyborczej strategii marketingowej PO. Uzasadnieniem podchwyconym przez jej elektoratu. Podchwyconym, gdy tylko zostało im ono podsunięte, co swoją drogą stawia w ciekawym świetle „młodych wykształconych z dużych miast”. No dobrze, ale co osłania ideologia „końca ideologii”? Twierdzę, że naszego starego znajomego, czyli – … postkomunizm… Co prawda Rafał Matyja, niejako nadworny politolog „Dziennika”, ogłosił niedawno, że postkomunizm odszedł do lamusa historii, ale – czy aby na pewno? Sam Matyja twierdzi przezcież, że „…rewolucja semantyczna 2003 roku nie przekształciła się w rewolucję polityczną i ustrojową”. A więc – dziwactwo. Bo gdyby przyjąć diagnozę Matyi, trzeba by uznać, że postkomunizm padł od samego gadania, lub nawet – niezależnie od niego. Niczego podobnego klimatyzatora nie zauważyłem, co prawda może to świadczyć jedynie o mojej spostrzegawczości, zaryzykuję jednak inne stwierdzenie: ciągle żyjemy w postkomunizmie. Chociaż to i owo się zmieniło. Zmienił się mianowicie gwarant systemu. Dziś jest nim Platforma Obywatelska. Rację ma nie Matyja, ale Tomasz Żukowski, który skonstatował, że PO przejęła poparcie „większości środowisk i wpływowych grup interesu (w tym mediów) skupionych wcześniej wokół obozu postkomunistycznego” (GP 755). Postkomunizm nie tyle więc upadł, co – zmutował. I kto wie, czy przeróżne zjawiska pojawiające się na powierzchni życia publicznego nie są efektami ubocznymi procesu mutacji. Gdy w Moskwie capnięto Siemona Mogilewicza, jednego z „ojców chrzestnych” tzw. „rosyjskiej mafii” dość powszechnie łączono to wydarzenie z odbywającymi się właśnie przesunięciami na szczytach rosyjskiej władzy. Czy można wykluczyć, że – powiedzmy – zatrzymanie „kasjera lewicy” też ma drugie dno? Tego nie rozstrzygniemy; może czas coś wyjaśni…

A przy okazji – jak traktują oni sojusz PO z PSL? PSL przecież nie jest mniej postkomunistyczny niż Samoobrona, a sojuszu Samoobrony z PiS platformersi nie mogli znieść! Przy tym , o ile związek PiS-PO przedstawiany był jako przykra konieczność, w przypadku klimatyzacji związku PO-PSL mowa jest o miłości…

( Według poprzedniego rzecznika LP Piątkowski został zdymisjonowany za brak nadzoru. Kłopoty z nadzorem pana Piątkowskiego mogą niepokoić zwłaszcza w świetle jego polityki kadrowej. Oto nowym szefem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krakowie został Stanisław Sennik, nadleśniczy z Niepołomic. Jak donosiła „GW” Sennikowi w awansie „nie przeszkodziły niejasności wokół wymiany atrakcyjnych gruntów nadleśnictwa na prywatne działki swego zastępcy i byłego szefa RDLP”. Dyrektor Piątkowski „zignorował śledztwo, które krakowska prokuratura prowadzi w sprawie nieprawidłowości w obrocie działkowym nadleśnictwa Niepołomice. Transakcje polegały na tym, że nadleśnictwo zyskało rolne nieużytki, a pozbyło się atrakcyjnych gruntów”. Jakby tego było mało – prokuratura prowadziła też śledztwo w sprawie nieprawidłowości gospodarowania drzewem i fałszowania dokumentów w nadleśnictwie, któremu przewodził pan Sennik. To śledztwo umorzono, ale rozważane jest jego wznowienie” (I. Dańko, Zaskakujący awans nadleśniczego Niepołomic, GW 2.01.2008). Dodajmy, ze możliwości „kręcenia lodów” w Lasach Państwowych są wcale niezłe – w ubiegłym roku czysty zysk LP wyniósł 185 milionów złotych… Sprawa Sennika ma zresztą ciąg dalszy. „Newsweek” doniósł, że jego nominacja oburzyła kilkunastu parlamentarzystów PO. Napisali oni list do ministra środowiska Macieja Nowickiego. To też ciekawa figura, więc trochę o nim…

Rraportu o mediach przygotowanego niegdyś na potrzeby PO), a po drugie – wiele wskazuje na to, że zna się na spółdzielniach mieszkaniowych. W 2001 roku mogliśmy w „GW” przeczytać tekst „Dembud i przyjaciele” poświęcony szczególnej spółdzielni. Autorki tekstu Iwona Szpala i Agnieszka Zielińska, pisały: „Dembud to spółdzielnia wyjątkowa klimatyzacja : prezes jest radnym w warszawskiej gminie Centrum, w której inwestuje. Spółdzielnia wygrywa przetargi na grunty, choć nie zawsze płaci najwięcej. Po umiarkowanych cenach sprzedaje wytworne mieszkania. (…). Urzędnicy są wobec niej wyjątkowo wyrozumiali, godzą się na wszystkie prośby spółdzielni (…). Ci liberalni urzędnicy to w dużej mierze spółdzielcy Dembudu. Mając wśród swoich członków kwiat warszawskiego samorządu z prezydentem Warszawy włącznie Dembud stał się symbolem firmy, która odnosi sukcesy metodami uznawanymi za kontrowersyjne”. Obok „kwiatu samorządu” mieszkali ludzie „Pruszkowa” z samym „Pershingiem” na czele, ale nas interesuje dziś bardziej „kwiat”. I tak, jak dowiedzieliśmy się z „GW”: „W Dembudzie mieszkają wszyscy członkowie zarządu miasta z ramienia PO: Paweł Piskorski, Wojciech Kozak, Tomasz Siemoniak” (I.Szpala, A. Zielińska, Dembud i przyjaciele, GW 6.11.2001). Czyż nie można więc przypuszczać, że – gdyby pan Siemoniak poszedł się sprawdzić w budownictwie – być może doczekalibyśmy się „wytwornych mieszkań po umiarkowanych cenach” dla mas? W końcu ma być lepiej. Wszystkim… Ale – bądźmy spokojni. Pan Siemoniak sprawdzi się i w MSWiA, zwłaszcza, że ma tam doświadczonych towarzyszy, o czym jeszcze będzie mowa…Platforma dba o „swoich” nie gorzej od „ludowców”. Wart 132 tysiące kontrakt na obsługę prawną prezydenta Warszawy przypadł w udziale Józefowi Medykowi, który – jako komisarz wyborczy – bronił Hannę Gronkiewicz Waltz przed utratą mandatu(Bronili Sawickiej, dostali kontrakt, Onet za „Rz” 26.02.2008). Podobnie – zlecenie na obsługę prawną spółki Narodowe Centrum Sportu dostała – bez przetargu – kancelaria prawna Pociej, Dubois i Wspólnicy, według „Rz”, od lat świadcząca usługi Platformie Obywatelskiej. Kontrakt wart jest 600 tysięcy złotych. O „wspólnikach” nic mi nie wiadomo, ale to i owo wiem (z prasy) o panach Pocieju i Dubois. Aleksander Pociej to hojny adwokat, który wpłacił 300 tysięcy złotych kaucji za panią Beatę Sawicką(Bronili Sawickiej, dostali kontrakt, Onet za „Rz” 26.02.2008). Jeśli zaś chodzi o nazwisko Dubois – chodzi tu niezawodnie o pana Jacka Dubois, pełnomocnika prawnego PO. To zdaje się w ogóle ciekawa postać. Jest on – na przykład – obrońcą pani Jaruckiej (Cimoszewicz gdy się o tym dowiedział miał powiedzieć do żony: „zobacz, nawet się chłopcy nie kryją”), a poza tym pan Dubois zasiada we władzach spółki J&S, pełni też funkcje w innych spółkach związanych z tą firmą (Onet 29.02.2008). Firma J&S może się poszczycić i innymi pracownikami związanymi z aktualnym reżimem. Jak doniosła „Rz” w J&S pracują byli politycy PSL – Józef Pawlak i Zdzisław Zambrzycki. Zatrudniono ich jako speców od biopaliw. Obydwaj uchodzą za wpływowych ludowców (P. Nisztor, Byli politycy PSL na etatach w J&S, Rz, 11.02.2008). Idźmy dalej… Minister Bieńkowska z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego dofinansowała kwotą 80,7 miliona złotych spółkę „Miasteczko Multimedialne” w parku technologicznym w Nowym Sączu. Prezesem firmy jest związany z PO współtwórca Business Center Club Krzysztof Pawłowski (Zenon Baranowski, Kryterium towarzyskie, Nasz Dziennik, 2.02.2008). Promocją polskich produktów regionalnych zajmie się agencja Lowe GGK. Tak się bowiem składa, że zorganizowany przez Agencję Rynku Rolnego przetarg wygrała firma związana z Andrzejem Halickim z PO. Halicki twierdzi, że z firmą nie ma już nic wspólnego, ale jego nazwisko, w chwili przetargu, znajdowało się na liście członków zarządu The Lowe Group Poland w skład której wchodzi Lowe GGK (Konfliktowy przetarg za 12 milionów, TVN24pl, Nasz przegląd „nowych jakości” w rządzie PO-PSL zakończymy postacią pani Chojny-Duch.  Mówiono, że była to emerytura wymuszona. Dolnośląska Komenda Policji, której szefem był Matejuk zaliczyła szereg wpadek. A to na jakimś komisariacie urządzano orgie, a to znów CBŚ zatrzymało komendanta jednego z komisariatów, który – pijany – prowadził samochód w towarzystwie osobnika poszukiwanego za udział w aferze korupcyjnej „której tropy wiodą do wrocławskiej policji” (komendanta nie ukarano, tylko odesłano na emeryturę). Wobec powyższego nie dziwi, że mieszkańcy Dolnego Śląska byli tymi, którzy najgorzej oceniali policję (Karolina Łagowska, Wymuszona emerytura komendanta policji, GW 16.04.2006). Matejuk uważany jest za „człowieka platformy”, więc nie dziwi, że powrócił…A czy aby pan Matejuk nie robił jakichś „dobrych interesów”? – zapytacie. Oczywiście, że robił. Czy – w przeciwnym razie – pasowałby do tej ekipy? Oto, w 2003 roku portal „Naszemiasto.pl” donosił:

 

eko ziemia Ta koalicja zaczynała się od wizyt Gromosława Czempińskiego w sejmowych siedzibach PO i PSL, a potem było tak, jak zdawał się to zapowiadać ten znak… Ważnym kadrowym „rozprowadzającym” w służbach specjalnych (i nie tylko) wydaje się być pan Brochwicz. Bardzo interesująca figura.

„Newsweek” przypomniał, że Hunia „zasłynął” podczas prac komisji badającej aferę Orlenu – kierowany przez Hunię kontrwywiad przeprowadził prowokację aresztowaniem pod zarzutem szpiegostwa asystenta szefa komisji (jg. IAR, Newsweek: Maciej Hunia następcą Macierewicza, GW 20.11.2007). Reszka zyskał niedawno godnego następcę – pana Ananicza, człowieka Wałęsy, któremu ufa też SLD (Belka zrobił Ananicza szefem wywiadu). Według PiS to Ananicz maczał palce w „inwigilacji prawicy”, tudzież odpowiada za umieszczenie w roku 1992 podejrzanego zapisu w traktacie polsko-rosyjskim pozwalającego na tworzenie spółek na eksterytorialnych terenach byłych baz sowieckich ….

Znajomość z Wałęsą czy Wachowskim zdaje się być w tej ekipie niezłą rekomendacją. Nowym szefem BOR został Marian Janicki to – według „GP” – zaufany Mieczysława Wachowskiego. Dodajmy, że prokuratura zajmuje się przetargami, którymi zajmował się Janicki, gdy w latach 2001-2005 był zastępcą ds. logistyki gen. Mozgawy (ten z kolei ma być protegowanym panów Janika i Sobotki) (L. Misiak, Szef BOR pod lupą śledczych, GP 29.01.2008). Zaufanym Wałęsy (Wachowskiego?) jest też nowy Komendant Główny Leszek Elas. To on właśnie, w 1993, jako szef gdańskiej delegatury UOP nadzorował akcję przejęcia „teczki” Wałęsy z rąk byłego SB-ka. Sfałszowano wtedy dokumenty, by mieć pretekst najścia na mieszkanie w którym przechowywano „teczkę” (DK, Szef straży granicznej z teczką Wałęsy, Wprost 8/2008). Równie dobrą rekomendacją, co znajomość z Wachowskim zdają się być związki z WSI czy – wręcz – służbami PRL. Szefem Departamentu Kadr w MON został Janusz Bojarski. Absolwent Akademii Politycznej im. Dzierżyńskiego, były szef WSI. Zastępcą szefa ABW został kumpel Pawlaka, były SB-ek, znajomy Edwarda Mazura – pan Skorża.

Te (L.Misiak, Obrońca oligarchów, GP 748). Do chwili ministerialnej nominacji Ćwiąkalski był też pełnomocnikiem Tomasza Wróblewskiego, właściciela Biofermu, który naciągnął tysiące osób na – w sumie – 8 milionów dolarów (L.Misiak, Wspaniały medialny świat, GP 754). Klientami Ćwiąkalskiego byli też osobnicy zamieszani w sprawę tzw. „Trójkąta Buchacza” (W.Wybranowski, Wekslowe przypadki adwokata Ćwiąkalskiego, ND 20.12.2007). W tym zestawie nie mogło chyba zabraknąć wszędobylskiego pana Brochwicza. Ludwik Dorn pisał w blogu: „Otóż, pan Ćwiąkalski to nie tylko doradca prawny p. Krauzego czy adwokat p. Stokłosy. To także adwokat płk UOP Brochwicza w procesach cywilnym i karnym, który p. Brochwicz mi wytoczył za określenie go uosobieniem patologii służb specjalnych w III RP (L. Dorn, Wpis sejmowy I – blog)

Idźmy dalej… Surowo oceniający czasy Millera Ćwiąkalski sięga po ludzi tamtej epoki. Prokuratorem Krajowym został Marek Staszak, w rządzie Leszka Millera pełniący funkcję wiceministra sprawiedliwości. Szefem Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie został Bogusław Michalski, ten sam, który kilka lat temu doprowadził do uwolnienia z aresztu Edwarda Mazura (M.Duda, B.Kittel, Prokurator obronił E. Mazura, Newsweek 4/2008). Tak dobrana ekipa zabrała się za robienie czystki w resorcie. Standardowe doniesienia mediów wyglądały tak: „Szefowie 5 prokuratur apelacyjnych zostaną odwołani – poinformował RMF FM. Chodzi o prokuratury w klimatyzacja w Krakowie, Katowicach, klimatyzacja w Rzeszowie, klimatyzacja w Lublinie i klimatyzacja w Warszawie” (Onet, 12.12.2007). Ćwiąkalski pytany przez „Rz” co zdecydowało o zmianie 5 szefów prokuratur apelacyjnych odparł, że „rzetelność pracy”, a ponadto trwające miesiąc badanie teczek osobowych, tudzież nieformalne opinie środowiskowe. Dziennikarza zainteresowały te nieformalne opinie, dopytany o nie Ćwiąkalski odparł: ” Pytaliśmy o zdanie środowisko prokuratorskie, ale nie tylko. Prokuratorzy funkcjonują w środowisku akademickim, wcześniej gdzieś pracowali, ktoś ich zna” (Rz. 14.12.2007). Czystka szła dalej. Rz: „Po decyzji Zbigniewa Ćwiąkalskiego o odwołaniu 5 prokuratorów apelacyjnych mianowanych przez Zbigniewa Ziobrę nowych szefów mają śledczy w Warszawie, Krakowie,klimatyzator w  Lublinie i Rzeszowie. Teraz posady stracą tam prokuratorzy okręgowi (…). Wielka wymiana prokuratorów na dobre trwa także w Prokuraturze Krajowej” (Rz.14.12.2007). Mianowani przez Ćwiąkalskiego prokuratorzy dobrze zrozumieli powinności swojej służby i czystka poszła w dół. „Rzeczpospolita” donosiła: „Prokurator Palka hurtowo zwalnia śledczych”. Wnioski o odwołanie wszystkich zastępców, naczelników wydziałów oraz prokuratorów okręgowych wysłała do ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego nowa prokurator apelacyjna w Katowicach Iwona Palka – poinformował wczoraj portal dziennik.pl. Wśród odwołanych są prokuratorzy, którzy nadzorowali śledztwa w sprawie korupcji w katowickim wymiarze sprawiedliwości. (…). -Czegoś takiego nie było w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. To czystka na niespotykaną skalę – mówi „Rz” były szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro” (C.Gmyz, Prokurator Palka hurtowo zwalnia śledczych, Rz.19.12.2007).

Dlaczego kiedy minister Ćwiąkalski zwalnia prokuratorów po kilkunastu dniach urzędowania, jako przyczynę podaje tylko, że „byli zaufanymi ministra Ziobry”? Co to a argument” – dziwi się dobroduszny red. Janke (Na początku był chaos, Rz. 20.12.2007). Jak to „dlaczego” panie Igorze? Właśnie dlatego! Żebyż tylko prokuratorzy szli w odstawkę z takiego powodu! „Miłość zwycięża na wszystkich frontach – pisał w „Dzienniku” Robert Mazurek – „Przekonała się o tym ostatnio sekretarka w pewnej prokuraturze, która wyleciała na twarz, bo parzyła kawę ziobrzyście” (R.Mazurek, Dyktatura Miłości, Dziennik 28.12.2007) Wymiana kadr w resorcie pana Ćwiąkalskiego idzie więc naprawdę szerokim frontem. Czy – w związku z tym – mamy do czynienia z „czystką”? Ależ skąd. Rzecz wyjaśnia pani Paradowska z „Polityki”. Otóż, posunięcia ministra Ćwiąkalskiego to „…działania szybkie i zdecydowane, skutkujące nie tylko niezbędnymi zmianami kadrowymi, ale także bardzo konkretnymi pomysłami na (…) rozdzielenie stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego” (Hufce Tuska, Polityka 2634).  Przy tej ostatniej sprawie zatrzymajmy się na dłużej – jak pisałem wyżej Ćwiąkalski był zaangażowany w sprawę jako prawnik. Był bowiem pełnomocnikiem jednej z firm (Elzamet), które domagają się od skarbu państwa pieniędzy na podstawie weksli, których autentyczność jest kwestionowana. Weksle opiewają na sumę około 100 milionów. Dodajmy, że w zarządzie innej firmy czynnej w tej sprawie zasiadał Waldemar Pawlak (Karbona). Jak donosił „Nasz Dziennik” po odsunięciu prokuratorów „postępowanie obejmujące niedawnych klientów ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego stanęło w miejscu” (W.Wybranowski, Wekslowe przypadki adwokata Ćwiąkalskiego, ND 20.12.2007). Prasa donosiła też, że odsunięcie od sprawy grozi prokuratorom, którzy „tropią sprawców największej afery w polskim sądownictwie”. Trzech prokuratorów zajmujących się tą sprawą trafić miało na „podrzędne stanowiska” (C. Gmyz, Śledczy zostaną odsunięci? Rz. 20.12.2007). Nie wiem jak skończyła się ta sprawa.

W każdym bądź razie duch „nowego czasu” szybko dał o sobie znać. „Nie wiadomo dlaczego nagle prokuratorzy przestają żądać przedłużania aresztów, wycofują się z zarzutów, umarzają śledztwa” – dziwiła się w „Dzienniku” pani Marszałek (Proste pytania do min. Ćwiąkalskiego, Dziennik 4.01.2008). Czy aby naprawdę „nie wiadomo dlaczego”? Wszystko to zdaje się układać według dość oczywistego klucza. Popatrzmy: uchylenie nakazu zatrzymania Krauzego i jego „tajne” przesłuchanie, zniesienie sankcji wobec Janusza Kaczmarka i Konrada Kornatowskiego (pojawiła się niedawno informacja ze trzeci z tej trójki pan. Marzec, który ostrzegał o najściu na dom „największego płatnika” powrócić ma do służby, ale był to chyba humbug). Umorzenie śledztwa w sprawie zatajenia danych w prospekcie emisyjnym TVN. Umorzenie śledztwa w sprawie wypadku spowodowanego przez Cezarego Stypułkowskiego, jednego z „nietykalnych” lat 90-tych, wypadku, który kosztował życie 3 osób. Umorzenie sprawy „grupy trzymającej władzę”, przy tym – według „Misji Specjalnej” – mogły wchodzić w grę naciski „z góry”. Umorzono też „wszystkie podejrzenia dotyczące przekroczenia uprawnień w związku z przygotowywaniem ustawy medialnej dotyczące między innymi Leszka Millera i Aleksandry Jakubowskiej”. Idźmy dalej. Zwolnienie z aresztu zatrzymanych w sprawie korupcji w Centralnym Ośrodku Sportu i w sprawie „afery gruntowej” (niejakiego Andrzeja K.). Wypuszczenie za kaucją Józefa Jędrucha – sprawa Colloseum (L.Misiak, Hulaj dusza, Ziobry nie ma, GP 755). Niedawno „Dziennik” doniósł: „Prokuratura składa broń w aferze gruntowej”.

 

poniedziałek, 11 kwietnia 2011
z dnia codziennego

Niezadowoleni będą zawsze – pisze red. Passent. A ileż ich jest, tych niezadowolonych w Polsce? Całe legiony, a jakie gniewne. Na elitarnym w końcu blogu en passant, inteligenckim, 5. w aktualnej klasyfikacji dziennikarskich blogów w kraju, padają hasła takie same jak przed Pałacem Prezydenckim – Tuska pod sąd! Albo teksty o transformacji klimatyzacja jako wielkim przekręcie i destrukcji dorobku dwóch peerelowskich pokoleń, o konieczności ukarania apostołów barbarzyństwa tj. tranformacji jaką wprowadzono w III RP. Padają uduchowione, przyjmowane z wielką aprobatą, opisy salon spa milanówek rzeczywistości gospodarczej kraju, gdzie Polacy to głównie konsumenci wytworzonych gdzie indziej dóbr, podwykonawcy w wytwarzaniu ambitniejszych produktów oraz dostarczyciele siły roboczej do krajów starej Unii, bo tam ceni się białą siłę roboczą, chrześcijańską i jako tako wykształconej.

Panie Redaktorze, tak rzecze polska inteligencja, niby lewicowa, wystraszona, przerażona i zła, tak sam jak ci, którzy padają w objęcia pierwszego lepszego demagoga, kiedyś Leppera, teraz Kaczyńskiego (ten na szczęscie jest antyruski, więc nie wszyscy za nim pójdą). Mnie śmiech bierze, przepraszam Blogowiczów, albowiem takiej masy zwerbalizowanego gniewnego, agresywnego niezadowolenia ze swojego życia i swoje kraju mój organizm tak łatwo nie absorbuje.

O zainstalowaniu tablicy przez tę babę dowiedziałam się dopiero dzisiaj. Jestem wściekła, że taka bezczelność jest możliwa i, co najgorsze, tolerowana.

Nasze władze pozwalają na prowadzenie polityki zagranicznej wdowom, ponieważ nasze władze chcąc mieć święty spokój i doczekać następnej kadencji, wszystkiego i wszystkich się boją;

1. Nasz Prezydent bał się wprowadzić do pałacu, bo bał się zadrażnić prezesa. Od początku rezydowania wszedł na drogę uników;

2. Nasz rząd boi się wprowadzania niezbędnych reform, bo boi się grup wpływów wewnątrz kraju jak: górników, policjantów, prawników, urzędników wszelkiej maści, rolników i obywateli w ogóle. Premier wyskakuje, klimatyzacja co jakiś czas z deklaracjami reform przygotowanych w pośpiechu i bez konsultacji społecznej, po czym chowa się w swoim urzędzie i udaje zajętego innymi ważnymi sprawami, nie odpowiadając na krytykę społeczną, słabą, ale zawsze ważną i nie rozliczając się z wprowadzonych do tej pory zmian. Premier stosuje politykę uników przez całą swoją dotychczasową kadencję, reagując tylko w przypadku grożących katastrof;

3. Nasz rząd w polityce zagranicznej boi się Amerykanów, Rosjan i Żydów, boi się narazić komukolwiek. Albo milczy w ważnych dla Polski sprawach, albo reaguje nerwowo, panicznie, bez żadnego wyraźnego planu i kierunku w prowadzeniu polskich spraw. Polityka zagraniczna dryfuje, dlatego dzisiaj mogą ją prowadzić nawet wdowy;

4. Nasz rząd boi się prowadzić rozsądną politykę wewnętrzną, bo boi się prezesa, kościoła oraz wpływowej finansjery, chciałby zadowolić ich wszystkich, aby dali mu jeszcze jedną szansę spokojnego posiedzenia sobie za biurkiem przez następną kadencję. W końcu wydaje się być gwarantem ich interesów.

Nasz rząd nie boi się tylko obywateli, ani nie czuje żadnej odpowiedzialności przed nimi. Nasz rząd ma zaufanie do ułomnego polskiego prawa i polskiego wymiaru sprawiedliwości, który gwarantuje mu bezkarność za bezczynność w polityce, w efekcie, której bezwładnie dryfujemy, marnując energię i tracąc czas. Był pan łaskaw porównać transformację polską z trasnformacją w byłym NRD i postawić tezę, że tam rzekomo uniknięto kosztów społecznych, bezrobocia, etc. Na to odpowiedział Panu, całkiem rzeczowo moim zdaniem, blogowicz Kartka z P. (podaję link do jego komentarza): A Pan, zapewne przez zagadanie się z przeuroczą Margrud i równie sympatycznym Stasieku, jakoś przeoczył. Ma pan szanse oto odpowiedzieć Kartce z P. Dodam do kompetentnej repliki Kartki z P., który dodatkowo wspomniał o potrzebie szybkiego wprowadzania zmian, zanim protesy ludu poganianego przez polityków wzbija się jak tumany kurzu (meklemburskiego?) pod niebo, jak również na sam koszt społeczny opóźniania tych zmian, że w b. NRD tzw. koszty społeczne transformacji nie były takie niskie. Przez wiele lat „ossie” czuli się (i byli) pogardzani przez „wessie”, a jedno miasto w Saksonii z kombinatem (chemicznym ?) zniknęło z powierzchni, bo kombinat nie spełniał zachodnich standardów – widziałem reportaż w BBC wiele lat temu. Więc nie jestem pewien skąd pan wziął tę teorię, że w b. NRD wszystko poszło gładko według jakiegoś niezłodziejskiego modelu. Jakiego? że spytam.Przepraszam Pan, że tak narzucam się, ale skoro się rzekło, że nie dajemy odpowiedzi merytorycznych to … kobyłka stoi u płota.

Prezes powiedzial,prezes pomyslal,i tak od lat,a moze o tym ze Polska wolna i jak naprawiac swiat.To bagno sami stworzylismy rekami sluzb,konstytucja i ordynacja tam lezy zlo.Gdy to zmienimy bedzie lepiej.

niedziela, 10 kwietnia 2011
o smoleńsku

Fakt, ze w ubieglorocznej smolenskiej katastrofie starcilismy dwukrotnie wiecej generalow niz w Katynskim lesie z rak NKWD-zistow w 1940 roku jest ostatnim przykladem samodestrukcyjnej megalomanii niektorych naszych politykow. Nasi nadeci “mezowie stanu” III RP z dyplomami uzyskanymi na PRL-owskich uczelniach, na ktore dostali sie dzieki punktom za swoje robotniczo-chlopskie pochodzenie - w ramach leczenia sie ze slowianskich/wschodnio-europejskich (a moze zachodnio-azjatyckich) kompleksow i z post-komunistycznego kaca - onanizuja sie przed portretami kolejnych amerykanskich prezydentow. Wcale im nie przeszkadza fakt, ze przecietny Amerykanin nie potrafi wskazac Polski na mapie swiata. Dzierzac w drugiej rece lekko zardzewiala szabelke dzielnie i zamaszyscie nia wymachuja w strone sasiadow. Przypomina to troche szczekanie na niedzwiedzia przez malego pudelka...na smyczy. Koniunkturalnie zafundowalismy sobie innych malych pudelkow albo pekinczykow (tez na smyczy) jako nowych egzotycznych sojusznikow. Gruzja - gdzie nie tak dawno na zasadzie staropolskiego “zastaw sie ale postaw sie” nasz s.p. prezydent o wlos  nie stracil zycia - jest tego klasycznym przykladem. Mowie o kraju, w ktorym do dzisiaj prawie w kazdym miasteczku i wiosze dumnie stoja pomniki najwiekszego Gruzina wszechczasow Josifa Dzugaszwili...ale oczywiscie o tym nasz dzielny “Maly Rycerz” sp. Prezydent Kaczynski-Wawelczyk i nasze “wolne” media nawet nie smialy i nadal nie smieja wspomniec. Oczywiscie plakat z geba Stalina w Moskwie to prawie anty-polska prowokacja. 

Wracajac do okolicznosci katastrofy jestem ciekaw czy np. L.Kaczynski po otrzymaniu zalecenia ladowania na innym lotnisku od amerykanskiej lub brytyjskiej sluzby naziemnej w pelni by sie do niego zastosowal...Mozna spekulowac ale podejrzewam, ze tak. Ja tymczasem czekam na kolejne absurdalne zarzuty/argumenty PiS-wskiej tuby ”mecanasa” Rogalskiego. 

Po kompromitacji smolenskiej, po farse z krzyzem na Krakowskim Przedmiesciu przestalem sie juz dziwic dlaczego na przestrzeni ostatnich paruset lat tak latwo bylo zaborcom upokorzyc, ujarzmic i rozszarpac na strzepy ten nasz - przeciez nie tak maly - Kraj. I to az czterokrotnie...Nie jestem pewien czy za ten stan rzeczy byli odpowiedzialni li tylko nasi oportunistyczni i bezwzgledni sasiedzi badz nasi zazwyczaj fatalnie dobierani i wiarolomni “sojusznicy”... 
Czyzbysmy byli narodem wybierajacym przywodcow bez instynktu samozachowawczego, panstwem w ktorym wszystkie priorytety sa postawione do gory nogami... W tej obecnej, sztucznie zreszta wywolywanej atmosferze ogolnonarodowej paranoi mimo woli nasuwaja mi sie slowa "Zelaznego Kanclerza" - Otto Bismarcka o Polakach : "Wystraczy dac Polakom wladze a sami sie wyniszcza". 
Az przykro patrzec na naszych panikujacych politykow i dostojnikow wojskowych, ktorzy infantylnie odsuwaja wine jak najdalej od siebie aby ratowac swoje kariery... i twarz , ktora i tak juz dawno utracili. Innymi slowy nasi wojskowi bawia sie w dzieci i to na oczach nas wszystkich nie mowiac juz o swiatowej opinii publicznej... 
Dajmy sobie spokoj z tym zenujacym odwracaniem kota ogonem w “smolenskiej sprawie” i po mesku uderzmy sie w piers. 
Czas wyzwolic sie z naszej pieniackiej sarmackiej albo raczej chlopo-panszczyznianej mentalnosci i zachowac sie po dzentelmensku pokazujac tym samym klase/fason naszym sasiadom i swiatu. Po “rewelacjach” gen.Packa i innych tajemniczo odtajnianych przeciekach dowiadujemy sie, ze sp. kpt. Protasiuk (najnizszy stopniem officer na pokladzie Tupolewa) wykazal wiecej rozsadku i wyobrazni niz cala genaralsko-admiralska swita Pana Prezydenta – badz co badz odpowiedzialna za bezpieczenstwo i obronnosc Naszego Kraju. 
Jak na razie polscy funkcjonariusze panstwowi zamiast zabrac sie do porzadkowania wlasnej stajni Augiasza emocjonalnie reaguja na marginalne szczegoly / przemilczenia w sprawozdaniu MAK-u. W klimacie nadchodzacych wyborow za rada swoich PR-owcow nasi politycy uciekli sie dosc pochopnie i nieroztropnie do topornej reguly, wg ktorej “najlepsza obrona jest atak” i to z oplakanym skutkiem. Bylo to jak musztarda po i tak nie smacznym obiedzie, ktory zreszta sami sobie zgotowalismy. 
Jak wielu forumowiczow mam dosc tego ogolnonarodowego histerycznego rozczulania sie nad soba. Czas na trzezwe myslenie. Wizerunek Polski w swiatowych mediach zostal powaznie nadszarpniety. Pora na bardziej wywazony jezyk, na bardziej rozwazna nawigacje dyplomatyczna. To musi nastapic zanim miedzynarodowa opinia publiczna straci do nas cierpliwosc i ostatecznie wystawi Nasz Kraj a zwlaszcza jego elity polityczne na medialne posmiewisko. 
Nie jest to tylko sprawa tak opacznie rozumianego przez naszych politykow honoru. Obawiam sie, ze jezeli nie wyciagniemy z tej i wielu poprzednich tragedii nalezytych wnioskow i nie wprowadzimy oprocz zmian personalnych ZELAZNE regulaminy dotyczace bezpiecznego przewozu/podrozowania osob piastujacych najwyzsze funkcje w panstwie nastepne nieszczescie jest tylko kwestia czasu.

 

13:29, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 kwietnia 2011
Portugalia co dalej

Portugalia po Grecji i Irlandii jest trzecim krajem, który chce skorzystać z pomocy Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Analitycy oceniają, że kraj będzie potrzebował ok. 80 mld euro. W kwietniu potrzebuje ok. 4,3 mld euro na wykup obligacji, w czerwcu - 4,9 mld. Nie jest jasne, ile gotówki ma Portugalia, ale specjaliści są zdania, że nie byłoby jej stać na czerwcową spłatę.

Cóż, kapitalizm opiera się na nieustannym kredytowaniu, i kredytowaniu kredytowania, aż do momentu, w którym to wszystko rypnie.

Najlepszy przykład to zaciąganie kredytów na wkład własny w związku z pieniędzmi z UE, tylko po to aby te pieniądze się "nie zmarnowały". Później kredyty te będzie trzeba spłacać latami, a na inwestycje w kolejnych latach już nie będzie pieniędzy, no chyba, że się zaciągnie kolejny kredyt i tak do momentu, w którym nie będzie za co tych kredytów spłacać.

20:50, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
Portugalia czy już bankrut

Nie można jednak traktować sytuacji, w jakiej znalazła się Portugalia, jako bankructwa. Portugalia byłaby jeszcze w stanie przez jakiś czas obsługiwać swoje zobowiązania, więc słowo bankructwo nie jest adekwatne." Pomyślmy: prawie 10 mld EUR do rolowania do czerwca, plus dalsze 2-5 mld EUR na sfinansowanie bieżącego deficytu. Portugalia nie byłaby w stanie obsłużyć tego długu na racjonalnych warunkach. Warto zauważyć, że nawet po zwróceniu się o pomoc z funduszu ratunkowego krótki koniec krzywej rentowności portugalskiego długu się nie spłaszczył. Co oznacza totalny brak skłonności rynków do pożyczania Portugalii. Nie ma co się czarować. Decyzja Lizbony to nieformalne przyznanie własnej niewypłacalności - tzn. braku zdolności do refinansowania długu na rynkowych warunkach."W konsekwencji inwestorzy zażądali wyższej premii i oprocentowanie 5-letnich obligacji skoczyło w pewnym momencie do ponad 10 proc. Obligacje się sprzedały."Sprzedały się, tylko kto je kupił? Od kilku dni rynek huczał, że portugalskie fundusze emerytalne (w tym odpowiednik naszego ZUS-u) sprzedają zagraniczne aktywa, żeby uwolnić środki na zakup rządowych papierów nowej emisji. Czyli bony kupili w większości przymusowo portugalscy emeryci na podstawie decyzji politycznej osób powiązanych z rządem a nie rynek. Gdyby nie to, emisja by się nie domknęła.

"Pomoc finansowa oznacza niższe koszty pożyczkowe. Państwo będzie mogło pożyczać pieniądze po 5-6 proc., a nie tak, jak jest obecnie po 10 proc., więc Portugalii będzie łatwiej."

Będzie mogła pożyczać tak długo, jak długo w funduszu ratunkowym będą pieniądze (Portugalia pociągnie prawdopodobnie ok. 130 mld EUR). Poza tym UE i MFW nie dają pieniędzy bezwarunkowo. A warunki pomocy są często dość surowe. Patrz Grecja.

Teraz nie ma wątpliwości, że rząd Portugalii wkrótce wprowadzi pakiet oszczędnościowy, ale ponieważ wybory są 5 czerwca, więc na razie nikt o tym nie mówi.

To jest bardzo ważna uwaga, z którą się zgadzam. Ale też zbliżające się wybory były jedną z przyczyn nieufności rynku.

"Jest duża szansa, że nie będzie już kolejnych takich sytuacji - inne kraje strefy euro nie zwrócą się o pomoc finansową. Prawdopodobieństwo, że na Portugalii się skończy jest duże, ponieważ rynek wyraźnie oddziela te trzy kraje od pozostałych."

To chyba jakiś ponury żart. Sam akronim PIIGS wskazuje, że rynek wyraźnie nie oddziela tych trzech krajów od co najmniej dwóch innych członków eurostrefy: Hiszpanii i Włoch. To są duże kraje w dużych tarapatach. Rzecz jasna faktyczne przyznanie niewypłacalności przez któryś z nich - co jest tylko kwestią czasu - oznaczać będzie załamanie się EFSF i albo monetyzację długu przez ECB śladami rezerwy federalnej, albo przyjęcie niemieckiego planu restrukturyzacji długu krajów strefy.

Na marginesie: hiszpańskie banki, fundusze i ZUS, przyciskane mocno przez rząd od 1.5 roku zwiększają udział hiszpańskich obligacji w portfelach i, biorąc pod uwagę, ile już mają tego papieru (do 90% aktywów lokowanych w papiery dłużne), ich możliwości dalszego cichego wspierania budżetu są mocno ograniczone.