RSS
środa, 12 października 2011
dla wyborców
Warto zaznaczyć, że być może nie usłyszelibyśmy szerzej o tej „niemieckiej koncepcji prezesa”, gdyby nie jego rozmowa z Lisem w telewizji, (której pewnie długo jeszcze będzie żałował).
Szczerze życzę przegranej Kaczyńskiemu, i ani mi się śni silić na obiektywność. Nie wchodzę w to, czy Lis w rozmowie z nim zachował się zgodnie z regułami dziennikarstwa. W końcu są ważniejsze rzeczy niż poprawność zawodowa, szczególnie wtedy, gdy chodzi o interes Polski. Zaraz po tej rozmowie pomyślałem sobie, że Lis skutecznie zdarł przedwyborczą maskę z prezesa i dzięki temu przypomniał telewidzom, jaki Kaczyński jest naprawdę, kiedy nie udaje. Rzeczywiście był przy tym agresywny, ale należało się to oszustowi, który konsekwentnie ucieka w demagogię od jednoznacznych odpowiedzi na naprawdę ważne pytania dotyczące Polski i konsekwentnie unika merytorycznych dyskusji politycznych.
Również i w tej rozmowie „przyszły premier Polski” koncentrował się jedynie, na tym, żeby się nie dać przegadać dziennikarzowi, sam natomiast nie powiedział jak zwykle nic. Jedynym jego sukcesem było to, że z trudem potrafił jednak nazwać panienki, które figurują na jego bilbordzie wyborczym, ale jak na przyszłego premiera, to niewiele.

Przykry dla wizerunku Polski „samobój” JarKacza jest w kontekście wyborczym korzystny, bo już wyklarował układankę koalicyjną – któż zechce (poza PSL oczywiście) wejść w koalicję z partaczem, którego kompleksy i fobie są tak silne, że uniemożliwiają utrzymanie neutralnej formy nawet w krótkim i nadzwyczaj ważnym okresie. W tej układance trochę nabruździł Napieralski poprzez infantylne trzymanie się krytyki Tuska jako lejtmotywu taktyki wyborczej SLD, ale Donald jest zbyt sprytnym politykiem, aby mimo to nie stawiać głupiego Grzesia wyżej od Palikota z jego „sadzić, palić, zalegalizować” i kretyńską książką o kolegach politykach. Tak więc niezależnie od wyniku PiS rysuje się prawie na 100% koalicja PO+PSL+ew.SLD; jeśli z SLD, to będziemy mieli dwóch wicepremierów, co zważywszy na zawartość ich głów wesoło się kojarzy: czy głowie szefa odpowiadają dwie …?
Na głupawym tle kampanii pięknie wypadł wczoraj Prezydent w rozmowie z red.M.Olejnik. Ta ostatnia nie popisała się – plotkarska rutyna nie wyszła Monice na dobre.

Przyłączam się do apelu Pana Redaktora – głosujmy! My, z żoną, już zagłosowaliśmy w trybie korespondencyjnym; zaklejone koperty zapewne już dotarły do naszego Konsulatu. „Zaiksowani” zostali przez nas: Pan Premier Donald Tusk i Pani Senator Barbara Borys-Damięcka. Na karcie senatorskiej obok p.B.Borys-Damięckiej i dwóch nieznanych mi facetów figuruje aktorka grająca gosposię proboszcza w serialu „Plebania”, prywatnie fanka JarKacza; kontrastowo zatem, i wesoło, się ułożyło: wybitna reżyserka (PO) – kuchta (PiS).

Lis powiedział, to, co chciał powiedzieć, i co należało powiedzieć o Kaczyńskim, a ten nie potrafił odeprzeć przekonywująco ani jednego jego twierdzenia. Cały czas był w głębokiej defensywie i z trudem hamował wściekłość. No i nie zwietrzył w porę niebezpieczeństwa zapytany o tę klimatyzacja swoją opinię na temat wyboru Angeli Merkel i nie zdołał sprytnie z tego wybrnąć.
Swoją drogą Lis też był spięty, to fakt, ale przecież publiczne demaskowanie notorycznego kłamcy siłą rzeczy musi być stresujące. Nigdy go specjalnie nie lubiłem, ale po tym programie przyznaję, że wykonał dobrą robotę, może nie tyle jako dziennikarz, co jako Polak. I chwała mu za to, bo dzięki niemu prezes zadaje się strzelił sobie samobója.