RSS
piątek, 27 stycznia 2012
mosty historii
Z literaturą piękną też jest różnie i sprawy warsztatu pisarskiego budzą często kontrowersje. Choć nie tak histeryczne w jak w naszej, przepojonej moralnością i uczciwością krainie. Oto fragment dla miłośników Hemingwaya. Ze wstępu do „Komu bije dzwon” (Ossolineum 1978) autorstwa Leszka Elektorowicza. Podtytuł „sprawa autentyczności” – „… Zapewne w natarciu na La Granja wysadzono jakiś most czy nawet kilka mostów, lecz nie zidentyfikowano tego o którym mowa w Komu bije dzwon, mimo, że Hemingway zapewniał nieraz swych rozmówców o jego autentyczności”. A E Hotchner przytacza w swej książce urywek rozmowy z pisarzem, który powiedział „Był most i został wysadzony, i ja to widziałem. Wysadzenie w powietrze pociągu, które opisałem w książce zdarzyło się także naprawdę. A także przedostałem się na tyły linii nieprzyjacielskich w rejonie Segovii gdzie zdobyłem sporo informacji o poczynaniach faszystów, które przekazałem naszemu dowództwu. Lecz ludzi i wypadki wymyśliłem według swej najlepszej wiedzy, uczucia i nadziei. Fragment w którym Pilar wspomina to co się wydarzyło w jej wsi po przyjściu faszystów dotyczy Rondy a szczegóły opisowe miasteczka są dokładne.
Bardziej sceptyczny jest przekaz Castillo. Pisze on -”Ostatecznie doszedłem do przekonania, że most opisany w powieści nigdy w rzeczywistości nie istniał, ani też nie było żadnej bitwy o most, która miałaby zadecydować o przebiegu całej operacji”.
Castillo zauważa przy tym trafnie, żę w okresie kiedy toczyła się na prawdę operacja w rejonie La Granja tj z końcem maja 1937 roku Hemingwaya nie było w Hiszpanii. Krytyk zresztą nie przeczy pełnej kompetencji, jaką posiadał Hemingway w przedmiocie swego dzieła.”
To co – wywalamy Hemingwaya z biblioteczki? Wycieramy z pamięci jego książki? I właśnie w kluczowym zdaniu tej książki jest meritum problemu – „jeżeli razi cię ta książka na półce „Literatura faktu”, to przestaw ja na półkę „Literatura piękna”. Kto czytał książkę „Chrystus z karabinem na ramieniu”, ten dobrze wie, że są to reportaże, a nie literatura piękna, ale reportaże bardzo niewygodne dziś zarówno dla tych, co to niby nie przewożą broni i płynnego ołowiu na wielbłądach (akurat, bo uwierzę), jak i dla samego Imperium Dobra (chociaż nie wiem, dlaczego rozróżniam zupełnie bez powodu). Tak samo niewygodne, jak najnowszy film Romana Polańskiego. Dlatego czynione są intensywne zabiegi w masmediach, aby zdyskredytować Ryszarda Kapuścińskiego jako człowieka, pod pozorem odbrązowiania postaci (jak Lecha Wałęsę, co to sikał do chrzcielnicy, itd.), a jego literaturę faktu zakwalifikować do literackich bajań, a potem mówić: „może to prawda, może nie, są różne opinie, jest przecież książka p. Domosławskiego oraz poparcie poważnego p. red. Passenta, kto to wie jak naprawdę było i czy to Izraelczycy strzelali z morza do bezbronnych Palestyńczyków, czy może było na odwrót, czy strzelali do głodujących chłopów skradających się po snopek zboża, czy to chłopi strzelali do nich i pewnie to nie Amerykanie terroryzowali, okradali i upadlali Amerykę Łacińską, a było całkiem na odwrót”. Taka jest intencja, moim skromnym zdaniem. Dlatego pewnie nawet po przeczytaniu, nie będę bił brawa p. Arturowi.

Oczywiście nie są to reportaże napisane przez jakiegoś kołka, pozbawionego umiejętności składania zdań złożonych, a przez człowieka światłego, dla którego język polski był wykwintnym narzędziem do przekazywania obrazów oraz własnych głębokich myśli, a forma nie wymuszała na nim twórczości a la depesza lub SMS. Ryszard Kapuściński opisywał rzeczywistość, a nie tworzył literaturę mniej lub bardziej piękną.

Nie znam szczegółów „kontrowersyjnych”, ale ufam bardziej rodzinie Ryszarda Kapuścińskiego, niż p. Domosławskiemu.

20:45, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 stycznia 2012
kapitalizm czas zacząć

Mnie zaciekawiły w GW dwa wywiady red. Kublik, jeden z prof. Bralczykiem. Twierdzi on, wybitny medialny polonista i objaśniacz językowych zjawisk, że zagraża nam polszczyzna bez „ąści”, czyli bez polskich znaków, bo coraz częściej komunikacja (bezprzewodowa) jest sms-em. Przywiązanie do pisania bez tych znaków go nie martwi, ale zamiłowanie szczególnie u młodzieży do czytania bez znaków – może nawet dzieła literatury „przetłumaczy” się na taką polszczyznę; ale nic nie pisał o zamiłowaniu do czytania o „dzikim bydle”. ” Ludzie fachowi wiedzą dobrze, że niemożliwością jest przesyłanie głosu ludzkiego po drutach tak, jak przesyła się kropki alfabetu morsowego” to ponoć z notatki jednej z gazet bostońskich z dnia 13 lipca 1816 roku. Być może się czepiam ale chyba trudno było wtedy znaleść fachowców od morsa bo kropki i kreski namalowano w 1840r (telefon zadzwonił po raz pierwszy (oficjalnie) w 1876r). Poza tym bezpieczniki max 150W to mniej więcej bezpieczniki 0.63A. Uciągnie toto Śnieżkę lub Tarabana ale Jowisza albo Rubina już nie. Posłuchać się da, pooglądać nie, poczytać na tym blogu, praktycznie nie, bo wysiadka po kilku linijkach.

W Świątecznej jest artykuł Gadomskiego o szaleństwie rządzącym ekonomią, a dokładnie o podejmowaniu decyzji przy źle przetworzonej informacji, szczególnie o niepowtarzalnych nieprzywidywalnych ich wynikach. Zaznaczam, że jest to wiedza w większości znana w latach 1970-tych (Kahneman & Tversky). Jedna uwaga wszak jest cenna, bo odnosi się do kryzysu jako efektu „kapitalizmu bezprzewodowego”, jak to Gadomski ujmuje – KAPITALIZM TO NIE PREMIE, KAPITALIZM TO PREMIE I KARY. Zatem o co nam chodzi? O obalenie kapitalizmu metodą „im gorzej tym lepiej”, czy wprost przeciwnie – o usunięcie wypaczeń kapitalizmu?

21:15, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2011
stare wraca

 Jakby tak młodzież weszła pospołu do zagranicznych banków w całej Polsce, na dobry początek, otworzyła sejfy i w kasach zaczęła ludziom wydawać gotówkę, ile kto chce, na Święta? Niezły myk, prawda? Tyle, że nie przejdzie niestety, ale nie dlatego, że banki to nie bary mleczne, tylko prywatne syndykaty stojące ponad prawem (mogą sobie mnożyć pieniądze z niczego, a zwykły zjadacz chleba nie, albo np. bez sądu mogą wydać „bankowy tytuł egzekucyjny” i kazać komornikowi ograbić nieszczęśnika do ostatniej koszuli, a potem niech się chłop sądzi, jak go będzie stać na opłacenie sprawy i prawników – ciekawe z czego, ha, ha), a dlatego, że w bankach… nie ma gotówki. Banki są gołe w ryj niestety, choć zyski mają gigantyczne i na pensje oraz bonusy dla demoralizacji swych zarządów grosza (tudzież centa) nie żałują. Pieniądze tworzą dopiero z długu. Przyjdziesz, podpiszesz umowę kredytową – czary mary, i kasa jest, ale elektroniczna, warta dokładnie tyle, co ten ciąg cyfr w komputerze. Inaczej nie ma. Pusto. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie?

Każdy, kto chce wypłacić np. z Getinbanku choćby zaledwie kilka sztuk własnych Franków Szwajcarskich, powiedzmy 5 (słownie pięć), musi zgłosić tak oszałamiające żądanie na dwa dni wcześniej. Nie żartuję wcale. Chciałem ostatnio resztę z 50 franków (30 franków), to lekko śniada pani z okienka powiedziała, że nie dostanę ani pół franka i pokazała mi kartkę wyeksponowaną centralnie do klienta, stanowiącą, ni mniej ni więcej tak: ”Przypominamy o obowiązku zgłaszania NA DWA DNI ROBOCZE PRZED DATĄ REALIZACJI WYPŁATY GOTÓWKOWEJ w kwocie wyższej lub równej: CHF – W KAŻDEJ KWOCIE”. Formatowanie oryginalne. Zdjęcie zrobiłem i mam. Nie tylko nie można kasy wypłacić, bo jej tam nie ma, ale nawet reszty nie wydają, bo nie mają. Mogą wypłacić cyfry, ale jak człowiek nie chce, i życzy sobie odrobinę mniej bezczelności, choć papierową namiastkę prawdziwego pieniądza – to klops na całej linii. No way, jak mawia Goldman, w obcym sobie języku.

Toteż z bankami akcja obywatelska raczej nie wypali. Może w takim razie młodzież zajmie nocą gazety oraz telewizję – media, i choć raz wyprodukuje jakieś prawdziwe wiadomości dla odmiany, nie mówię, że koniecznie z Libii, z Egiptu, czy z Syrii, ale niechby nawet z aktualnej wizyty prezydenta Komorowskiego w Chinach; niech zamiast zbliżeń dwóch małych Chińczyków machających czerwonymi, papierowymi flagami pokaże zdjęcia dzielnicy Pudong widzianej wieczorową porą z Bundu – świeżo odrestaurowanego deptaka nad rzeką Huang Pu. Times Square przy Pudongu wygląda jak wiocha. Albo niech pokaże budynki Expo w Szanghaju, kolej Maglev zasuwającą 431km/h, tamtejsze autostrady, nowiutkie samochody na ulicach, piękne hotele, ekskluzywne sklepy na Nanjing Road. Przydałoby się, bo zamiast tego słyszymy w kółko międlone przez dziennikarzy na służbie jedno i to samo głupkowate pytane: „a prawa człowieka?” A czy któryś z nich zadał kiedyś takie samo pytanie Barackowie Obamie, w kontekście Patriot Act, Guantanamo, Bagram, Fallujah, czy tych ostatnich ustaw, dopuszczających łapanki niewinnych ludzi nie tylko w USA, ale na całym świecie? Swoją drogą to plagiat, Hitler był pierwszy. A przed nim Stalin. Można jankesom wytoczyć proces.

Czy któryś z dziennikarzy w Polsce żądał odpowiedzi na pytanie, dlaczego w USA liczba dzieci bez dachu nad głową, głodujących i marznących po tamtej stronie Atlantyku na wspomnianych przez Pana Redaktora ‘food stamps” sięgnęła właśnie wg oficjalnych danych 1mln 600tys., jak donosi na swojego własnego pryncypała TVN? To przecież dwa pełne Wrocławie dzieciaków wypędzonych z domów, w kraju – pasożycie, który mimo, że żyje kosztem innych, to zagrabione społeczeństwom świata dobra, złoto i finanse przeznacza zamiast dla tych dzieciaków choćby, to na bomby kasetowe, izraelskie drony, biały fosfor, mini-nuki, HAARP, projekty derywatów oraz resztę tego całego bandycko-złodziejskiego badziewia, albo na budowę wirusa w Holandii, takiego wirusa, który można wymordować z pół ludzkości naraz.

11:33, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 listopada 2011
po wszytkim
Zgadzam się,że sytuacji gospodarczej kraju nie zawdzięczamy Kaczyńskim. To po prostu chwilowa koniunktura wzmocniona strumieniem euro z uni i pieniędzmi słanymi przez emigrantów.Moim zdaniem to zamek stojący na piasku. Zgadzam się też,że syci ludzie poprą nawet najbardziej idotyczny rząd-szczególnie gdy w swej głupocie biorą za dobrą monetę obiecane im gruszki na wierzbie(dywany).Ale jest część społeczeństwa, ktora zdaje sobie z tego sprawę i pryska gdzie pieprz rośnie. Ja o nich pisałem klimatyzator. Piotr Adamczewski w obodajże”Polityce”napisał zabawną recenzję z knajpy w której nieźle jeść dawali, ale wnętrza ozdobiono koronkami przypominającymi mu stare gacie babci. I o to też idzie-nie tylko ważne jest ile żarcia dają, ale też jak podają.A tu od kilku miesięcy tak podają,że na wymioty zbiera.Co do faszystowskiej Argentyny-fatalnie się skończyło przegraną wojną o Malwiny.Kilka skał na oceanie-jakiś dziwaczny symbol potęgi. Czy Ci nie przypomina to narodowej mitomanii od której aż duszno w Polsce? Taką analogię widzę.

Na zachodzie kraju też pełno jest gnijących poniemieckich domów. Też nikt o nie nie dba.Za to wrzask dobiega z W-wy,że przyjdą Niemcy i zabiorą. Sytuacja jak z psimi kupami-kraj może być kompletnie zas….ny ale nie daj Boże flagę w kupe wsadzić.

„obryzgiwania” wszystkich autorytetów z wyjątkiem miłościwie nam panujących. Przedwczoraj Herbert, wczoraj Geremek, Bartoszewski, Rosati, dzisiaj Jacek Kuroń, a jutro cały świat będzie u stóp Braci Rządzącej.

Akurat Herberta obrzygal organ „Rycerza”.. A Geremek, Rosati czy Kuron dla kogo sa autorytetami? Kto o tym decyduje? Moze to Panskie autorytety klimatyzacja moje napewno nie. Narodowe? Wazniejsze niz np. flaga narodowa? Czy równoważne klimatyzacji? Jak rownowazne to mozna je z gownem mieszac…

09:59, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 listopada 2011
takie czasy
Wciąż żywe – jak Lenin – problemy par homoseksualnych i parytetu, formalnie niezależne, wbrew pozorom są ściśle związane, tylko nie wszyscy widzą tego sznurka, lub tej pętelki, którą można zadławić wiele ważnych spraw.
Nie pamiętałem, gdzie się zetknąłem wcześniej z panią Manuelą Gretkowska, nie czytałem też jej wstrząsających wyobraźnię dzieł. Zapytałem Google’a, aby nie wyjść na kompletnego ignoranta w tak ważnych, „gównianych” sprawach i faktycznie mną wstrząsnęła lista dzieł pani G., ich tytuły i zapładniające fantazję okładki książek. Nie zapamiętałem całego wyboru dzieł, ani tytułów, ale kilka tak: „Sceny z życia pozamałżeńskiego” oraz „Miłość po polsku”. Wiem, że zainteresowania pani G.  nie kończą się na Polsce, bo klimatyzacja napisała „Europejkę”. Zupełnie przypadkowo trafiłem przy tym na videoclip: „Manuela vs Nelly” i wysłuchałem część, nie doszedłem jednak do rzekomo celnej riposty pani G., o której jest tam wzmianka. Absolutnie wystarczyło mi to co usłyszałem na temat nosicieli cywilizacji  do tak zaściankowego kraju, gdzie jeszcze niektórzy „po Bożemu” płodzą dzieci i albo mają takie orgazmy jak cywilizowani geje, albo ich to nawet męczy, bo według Lutra są zobowiązani do czegoś tam.
Ci nosiciele kultury (to już moja lekka modyfikacja) to amerykańscy geje, którzy jak Cyryl i Metody kiedyś (słowa pani G.), obecnie noszą do Polski nową cywilizację, zdaniem pani G.. Nie rozwijam tego wątku, chcę tylko jedno powiedzieć. Intelekt pani Nelly nigdy nie był przeze mnie oceniony zbyt wysoko, ale w tej rozmowie była znakomita, nawet wybaczyłem jej złe opanowanie języka ojczystego, tzn. niemieckiego, gdy nie zrozumiała Monachijskiej aluzji z „Arschlochem” pana Rokity – specjalizacją w literaturze pięknej (i zapachowej) pani Manueli G..
Arschloch  to bracia  syjamscy, rozdzieleni operacyjnie, czasem z wielkimi trudnościami a nawet bólem. Starszym ludziom nie muszę tego bliżej tłumaczyć, niemowlaki nie mają takich problemów, ale zapachowo są skromniejsi z powodu prostego żywienia.

Po drugie i dalsze: Skoro natura stworzyła (dla wierzących Bóg) mężczyzn tak beznadziejnie prostych i prostolinijnych – tylko jedna wajcha, prawie jak automatyczna skrzynia biegów w moim autku, a kobiety tak skomplikowane, klimatyzator że nawet one siebie nie rozumieją, to widać Stwórca przeznaczył im różne zadania i priorytety, a więc nie ma mowy o „zglajchszaltowaniu” płci, ani o sensowności jakichkolwiek parytetów.
Gdy widzę wyraz „parytet” w jakimkolwiek uregulowaniu prawnym to wiem, że jest w nim jawna lub ukryta dyskryminacja, seksistowsko-rasistowskie ciągoty.
Stany Zjednoczone w idiotycznym dążeniu do „political correctness” (przynajmniej na pokaz) już przerabiały ten problem. Wprowadzono „parytety” lub podobne zalecenia przy zatrudnieniach w sektorze państwowym, które preferowały osoby bardziej „opalone”, lub „niedomyte”, jak mówi tow. Rydzyk. Już mają za swoje! Upadek białej cywilizacji, stwierdzony przez posła polskiego sejmu. Nie znam statystyk, ale pewnie za parę lat, gdy czarnych, lub brązowych (Latynosów) oraz mieszańców będzie większość, potomkowie Europejczyków będą mogli walczyć o równouprawnienie, jak klimatyzacja Niemcy z Mahometanami, gdy im zbrzydnie szariat, który tam wnet będzie obowiązywał. Fortuna kołem się toczy.

Mam awersję do wszelkiej hipokryzji, lubię uczciwe stawianie spraw. Śmieszy mnie logika tych feministek, które żądają absolutnie tych samych praw jakie mają mężczyźni, ale z zachowaniem wszystkich przywilejów, nawet drobnych, zwyczajowych hołdów wobec kobiet, które są wymagane z dobrej kindersztuby. Maja wielki żal i absmak, kiedy mężczyzna pierwszy usiądzie przy stole, nie pocałuje w w rączki, lub nie przyniesie kwiatka do domu w Dzień Kobiet. Albo rybka, albo akwarium!

Również w polityce żądanie zapełnienia sejmu istotami żeńskimi o intelekcie Nelly i ogładzie Kempy lub Wróbel przeraża mnie. Jest tyle mądrych kobiet, które nie pchają się do polityki, bo uważają, że ich rola polega na czym innym i spełniają się zarówno jako podpora rodziny, jak i w zawodach, gdzie te „komplikacje” w budowie fizycznej i mentalnej odmienności mają rację bytu. Taki prosty, głupi przykład. Mierzi mnie widok kobiet lejących się po mordzie i silikonowych piersiach, jak w serialu „Prosto w serce”, gdzie ładna Mucha przestała mi się podobać. Niech ma kobieta astmę jak pani Kluzik i norweskie biegaczki i szuka spełnienia w bieganiu po śniegu, ale boksem niech niszczą swe facjaty mężczyźni, bo przepisy nie zezwalają na uszkodzenia tej jedynej, cennej (jeśli nie jest zablokowana) dźwigni, którą można sterować mężczyznami.
Kończę cytatem gospodarza, który stanowił „…trąbę słonia, podobną do dżdżownicy…”, która była uzasadnieniem umieszczenia na blogu moich refleksji, gdy nawet „tęczowy Ryszard” nie kocha parytetów, a konkurentka raczej nadaje się na „polityczkę”:

środa, 12 października 2011
dla wyborców
Warto zaznaczyć, że być może nie usłyszelibyśmy szerzej o tej „niemieckiej koncepcji prezesa”, gdyby nie jego rozmowa z Lisem w telewizji, (której pewnie długo jeszcze będzie żałował).
Szczerze życzę przegranej Kaczyńskiemu, i ani mi się śni silić na obiektywność. Nie wchodzę w to, czy Lis w rozmowie z nim zachował się zgodnie z regułami dziennikarstwa. W końcu są ważniejsze rzeczy niż poprawność zawodowa, szczególnie wtedy, gdy chodzi o interes Polski. Zaraz po tej rozmowie pomyślałem sobie, że Lis skutecznie zdarł przedwyborczą maskę z prezesa i dzięki temu przypomniał telewidzom, jaki Kaczyński jest naprawdę, kiedy nie udaje. Rzeczywiście był przy tym agresywny, ale należało się to oszustowi, który konsekwentnie ucieka w demagogię od jednoznacznych odpowiedzi na naprawdę ważne pytania dotyczące Polski i konsekwentnie unika merytorycznych dyskusji politycznych.
Również i w tej rozmowie „przyszły premier Polski” koncentrował się jedynie, na tym, żeby się nie dać przegadać dziennikarzowi, sam natomiast nie powiedział jak zwykle nic. Jedynym jego sukcesem było to, że z trudem potrafił jednak nazwać panienki, które figurują na jego bilbordzie wyborczym, ale jak na przyszłego premiera, to niewiele.

Przykry dla wizerunku Polski „samobój” JarKacza jest w kontekście wyborczym korzystny, bo już wyklarował układankę koalicyjną – któż zechce (poza PSL oczywiście) wejść w koalicję z partaczem, którego kompleksy i fobie są tak silne, że uniemożliwiają utrzymanie neutralnej formy nawet w krótkim i nadzwyczaj ważnym okresie. W tej układance trochę nabruździł Napieralski poprzez infantylne trzymanie się krytyki Tuska jako lejtmotywu taktyki wyborczej SLD, ale Donald jest zbyt sprytnym politykiem, aby mimo to nie stawiać głupiego Grzesia wyżej od Palikota z jego „sadzić, palić, zalegalizować” i kretyńską książką o kolegach politykach. Tak więc niezależnie od wyniku PiS rysuje się prawie na 100% koalicja PO+PSL+ew.SLD; jeśli z SLD, to będziemy mieli dwóch wicepremierów, co zważywszy na zawartość ich głów wesoło się kojarzy: czy głowie szefa odpowiadają dwie …?
Na głupawym tle kampanii pięknie wypadł wczoraj Prezydent w rozmowie z red.M.Olejnik. Ta ostatnia nie popisała się – plotkarska rutyna nie wyszła Monice na dobre.

Przyłączam się do apelu Pana Redaktora – głosujmy! My, z żoną, już zagłosowaliśmy w trybie korespondencyjnym; zaklejone koperty zapewne już dotarły do naszego Konsulatu. „Zaiksowani” zostali przez nas: Pan Premier Donald Tusk i Pani Senator Barbara Borys-Damięcka. Na karcie senatorskiej obok p.B.Borys-Damięckiej i dwóch nieznanych mi facetów figuruje aktorka grająca gosposię proboszcza w serialu „Plebania”, prywatnie fanka JarKacza; kontrastowo zatem, i wesoło, się ułożyło: wybitna reżyserka (PO) – kuchta (PiS).

Lis powiedział, to, co chciał powiedzieć, i co należało powiedzieć o Kaczyńskim, a ten nie potrafił odeprzeć przekonywująco ani jednego jego twierdzenia. Cały czas był w głębokiej defensywie i z trudem hamował wściekłość. No i nie zwietrzył w porę niebezpieczeństwa zapytany o tę klimatyzacja swoją opinię na temat wyboru Angeli Merkel i nie zdołał sprytnie z tego wybrnąć.
Swoją drogą Lis też był spięty, to fakt, ale przecież publiczne demaskowanie notorycznego kłamcy siłą rzeczy musi być stresujące. Nigdy go specjalnie nie lubiłem, ale po tym programie przyznaję, że wykonał dobrą robotę, może nie tyle jako dziennikarz, co jako Polak. I chwała mu za to, bo dzięki niemu prezes zadaje się strzelił sobie samobója.
sobota, 13 sierpnia 2011
Co z Anglią

W Anglii młodzi w wiekszosci ludzie skorzystali z okazji bezkarnego /pewnie części/ rabowania, podpalania, bicia i kradzieży.
Doszukiwanie sie „drugiego dna” to pomysły „filozofów” pracujących na wierszówce.
Zwolnieni z Tesco złodzieje, nad którymi się część komentatorów i ludzi użala, to bezmózgowcy podcinajacy gałąź na jakiej siedzą. Dać im okazje to tez pokażą co potrafią????

Filozofowie oceniający rzeczy po fakcie „gruba kreska” to przykład jak „mały Jasio” widzi świat i jak by go budował. Tylko że wirtualnie, bo decyzje i działania podejmowane są „w czasie” a nie po kilku latach i mają inny wymiar.
Wiedzą to np. prawie wszyscy ministrowie skarbu, oskarżani przez domorosłych filozofów i znawców gospodarki o zaniżanie wartości sprzedanych fabryk itd.

Gruba kreska u wojujących publicystów zamienia się w uniwersalny argument i zaczepną, karzącą broń – maczugę moralną złożoną z rzekomych zaniechań, okolcowaną oskarżeniami o wiarołomność, jurgieltnictwo i agenturalność, poręczną łapką unieszkodliwiającym niezdrowo rozumujące lemingi (tak pisowcy określają niepisowców – przeważnie niepolaków).

To są zasadnicze składniki tej broni i maja bardzo mało wspólnego z ideą naprawy, a bardzo dużo z ideą przejęcia władzy i sprawowania jej w sposób nie obywatelski, a autorytarny.

Dlaczego autorytarny?

Ano, jeżeli ktoś twierdzi, że umowa Okrągłego stołu była porozumieniem elit zawartym tylko w interesie elit, w dodatku zdradzonym przez jedną stronę i że „z tymi ludźmi już dawno należało zrobić porządek”, to tym samym daje nawet najsłabiej kumającym obywatelom do zrozumienia, że nadejdzie pora, gdy należy założyć żelazne rękawice i ująć w ręce żelazna miotłę.

W tym wszystkim tkwi nieracjonalny dualizm – z jednej strony oferuje się obywatelom radykalny środek „odkręcający” Okrągły stół, „wymiatający” agenturę, mający poprzez te zmitologizowane czynności zabezpieczyć ich interesy i prawa, a z drugiej nie wspomina się, pomija, ze taki mechanizm „demontujący” możliwy jest do wprowadzenia tylko w sposób autorytarny.

Niestety, tak to brzmi. Usprawiedliwianie takich zamiarów uzdrowienia społeczeństwa moralnymi argumentami w rodzaju klęski „grubej kreski” oraz krzywdy moralnej uczynionej narodowi pod Okrągłym stołem jest nie tylko oszukiwaniem ludu, ale także samooszukiwaniem się, pogrążaniem się w idealistycznych, utopijnych doktrynach, które mają tyle wspólnego z polityką, co pies sąsiada wyjący w nocy do księżyca z astronomią.

21:14, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lipca 2011
multi

Szanować można wszystkie religie, sposoby życia, różnice kulturowe, pod warunkiem że będą szanowały obowiązujące lokalnie prawa.
Emigranci są biedniejsi od tubylców. Muszą wziąć pod uwagę to, że to lokalna kultura, prawa, spowodowała zamożność Europy, przeniesienie zwyczajów krajów ich pochodzenia ją obniży.
Dobrobyt występuje w pakiecie- z ustawodawstwem socjalnym, prawami kobiet, laickim szkolnictwem, równością wobec prawa, liberalizmem światopoglądowym.
Nie da się tego oddzielić……

eśli chodzi o USA, to ten tygiel emigrancki odpowiada na pytanie o multi-kulti już bardzo długi czas. I tam ten problem się rozstrzyga w skali makro. Na razie kultura i język WASPów dominują, są podwaliną stabilizującą (stronniczo) państwo, niezależnie od pompatycznych deklaracji jakie na ten temat są wygłaszane.

Przywódcom nieformalnym społeczności emigrantów trzeba to uświadomić.
Odrębną kwestią są partie ksenofobiczne. Niewiele można zrobić poza infiltracją. Podżeganie do nienawiści jest w większości krajów karalne, nawet u nas trzeba by zacząć stosować martwe dotychczas przepisy. 

Czy zajdzie skuteczna dyfuzja innych kultur do tej podwaliny zapewniająca jej ciągłość? Na razie proces trwa i jest jako tako skuteczny.

Na rzecz rozpatrzenia tezy Redaktora można postawić szereg prostych pytań.

Dlaczego cesarstwo habsburskie się rozpadło jak domek z kart i nie było wielu chętnych do reaktywacji?

Dlaczego Jugosławia runęła jak szopa bez podpórek, z wielkim hałasem?

Dlaczego Czechosłowacja – federacja dwóch bardzo podobnych narodów rozfederowała się szybciej niż gazety zdołały to opisać.

Dlaczego Związek Radziecki, w którym przez więcej jak 70 lat kształtował się naród radziecki, uległ rozczłonkowaniu niemal samoistnym gdy tylko spoiwo przymusu przestało działać?

Odpowiedź, która się nasuwa sama jest jedna i krótka – nacjonalizm. Tym grali bolszewicy zapewniając wszem i wobec o samostanowieniu i to ich zgubiło po 70 latach.

Czy jest możliwe stabilne trwanie państw wielonarodowych w erze nowoczesnej?
Jakie warunki muszą być spełnione? A może istnieją jakieś bezpieczne proporcje pokazujące – ile oryginału, ile domieszki w państwie?

Czy prawa człowieka, prawa narodowe, prawa mniejszości etnicznych, poprawność polityczna, swoboda samookreślenia się narodowościowego każdego obywatela działają na rzecz trwałości i stabilności, czy przeciwko?

Pytanie nie jest antydemokratyczne, ponieważ rzeczywiste reakcje prawicy na te „obywatelskie wolności” są ekstremalne, często ideologicznie pokrewne faszyzmowi.

Czy ideały społeczeństwa obywatelskiego, które dotykają bruku w gettach islamskich nie staja się wytartymi frazesami?

Czy braterstwo ludzi jest poważane i uznawane tylko w murach świątyń?

Jakie procesy psychospołeczne, które nie są być może jeszcze uznane lub nawet nie rozpoznane, wnoszą udział do destrukcji społeczeństw wieloetnicznych?

22:59, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lipca 2011
kilka pytań

Czyżby nie było w Polsce dyktatury, która nie realizuje woli obywateli? A Irak? Afganistan? Libia? A głosowania w ONZ? A obce, tym razem amerykańskie wojska w Polsce? Projekt tarczy rakietowej? A oddanie w obce ręce eksploatacji polskiego gazu łupkowego (którego jak się okazuje w ogóle nie musimy eksploatować, gdyż odkryto właśnie ogromne złoża konwencjonalne)? A propaganda antylibijska? A pro-amerykańska i pro-izraelska, popierająca terroryzm państwowy oraz agresje militarne? A polski system wyborczy? A 13 służb inwigilujących obywateli? To co to wszystko jest, jak nie totalitarna dyktatura? Może demokracja? Nawet masowa monopartia majaczy na widnokręgu. To nieco inny rodzaj totalitaryzmu, polegający bardziej – że ujmę to kolokwialnie – na zwykłym olewaniu woli społeczeństwa, ale co do zasady, skutek jest taki sam, społeczeństwo nie ma prawa głosu, de facto rządzi, nie bójmy się tego słowa, reżim.

Jeśli nasi wybrańcy, którzy mizdrzyli się, aby otrzymać nasze głosy, a teraz nas olewają, odczuwają deficyt wiedzy w kwestii Libii, to mogą sobie obejrzeć film, ze spotkań z Amerykanami byłej kandydatki na prezydenta USA i reprezentantki Kongresu, p. Cynthii McKinney, która z grupą innych osób zaufania społecznego powróciła z Libii i przekazuje teraz wszystkim świadectwo tego, co tam widziała na własne oczy, a widziała efekty barbarzyństwa „NATO”. W dniach 9-11 lipca odbędzie się przed Białym Domem demonstracja pod hasłem: Stop Bombing Lybia! Do dyspozycji jest także relacja pt.: Dziennikarstwo jako narzędzie wojny w Libii

Czy ktoś z Państwa słyszał o tym, że 17 czerwca w Trypolisie odbyła się manifestacja przeciwko bombardowaniom Libii przez „NATO”, w której wzięło udział milion Libijczyków? Nikt? A się odbyła. A o demonstracji w Trypolisie 1-go lipca, 700 tys. osób wzięło udział? Też nikt? W kraju wolnym, nietotalitarnym, demokratycznym naprawdę nikt o tym nie słyszał? Dziwne. Widać grzebanie informacji to także nasza specjalność.

Tagi: Libia ONZ
23:45, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2011
kryzys

Stanowisko Greków w sprawie kryzysu jest jest w trochę racjonalne , ostatni wielki kryzys rozpoczęty w USA pokazał jasno, że okradanie świata oszustwem derywatów, manipulacjami kursami akcji, kursami walut, cenami kontraktów, drukiem pustego pieniądza, oszukańczymi opcjami, intencjonalnym zadłużaniem innych krajów itd., wszystko to musi się skończyć, jak mówią w USA: enough is eneough.

Wszystkie długi świata powinny zostać anulowane, a banki powinny zostać znacjonalizowane, powinny służyć odtąd dobru społeczeństwa poprzez obsługę transakcji finansowych oraz kredyt bez odsetek, dla rozwoju społeczeństw, a nie jak dzisiaj działać w celu oszukańczego gromadzenia kapitału świata w jednych rękach oraz umyślnego zniewalania i doprowadzania do ruiny zwykłych ludzi.

Nie ma w tym żadnej niesprawiedliwości, ani zamachu na własność prywatną. Prywatne banki są pasożytami na ciele społeczeństw, okradają nas na różne sposoby: począwszy od tzw. „kreacji pieniądza”, kiedy z 100 dolarów depozytu tworzą legalnie, kompletnie nic nie robiąc poza dokonaniem zapisu księgowego 900 kredytu ($100 x oficjalny mnożnik kreacji = 9, daje $900), z tego 10% idzie na rezerwę, a 90% na dalszy kredyt, czyli $900 – 10% x mnożnik 9 = $8100 kredytu, które z kolei rozmnażają poprzez depozyt w innych bankach, więc $8100 x 9 – 10% = daje znowu $65610 kredytu, itd. Wszystko ze stu dolarów depozytu, legalnie i wszystko uznawane jest za pełnowartościowy pieniądz, choć zupełnie pusty, pozbawiony jakiegokolwiek pokrycia. Nie zawsze da się wyciągnąć tyle ze $100, ale i tak mnożenie pieniędzy z niczego przekracza wszelkie granice bezczelności, ni jest zwykłym złodziejstwem.

Te „pieniądze”, a także te pochodzące z manipulacji finansowych na giełdach świata, z lichwy od kredytów, czy z egzotycznych „instrumentów finansowych” derywatów (wspartych bailoutami $700mld i $760mld), budowanych na bazie kredytów hipotecznych, globalni bankierzy pożyczają państwom, tworząc ich dług publiczny. Czyli tak naprawdę nie pożyczają nikomu nic i tyle samo im się należy. Podobnie z prywatnym długiem hipotecznym. Banki nie mają pieniędzy, które nam pożyczają pod hipotekę. Tworzą je dopiero w momencie podpisania przez nas umowy kredytowej. Dziwne, ale prawdziwe. W USA istnieje wyciszony, aczkolwiek dobrze znany bankierom precedens. Człowiek, którego bank chciał zlicytować za dług hipoteczny założył temu bankowi sprawę w sądzie i wykazał, że umowa z bankiem jest nieważna, oszukańcza ze strony banku, gdyż bank ten stosując powszechny na świecie mechanizm kredytowy, nie miał de facto pieniędzy, które jakoby temu człowiekowi pożyczył – stworzył je dopiero z niczego zapisem księgowym, w momencie podpisania umowy kredytowej.

Tagi: banki kryzys
07:59, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6