RSS
sobota, 26 lutego 2011

Większość osób pracujących na własny rachunek płaci składki ZUS od najniższej możliwej podstawy. Zyskują tym samym co najmniej kilkusetzłotową przewagę nad etatowcami. Przynajmniej część tych pieniędzy warto zainwestować w dofinansowanie przyszłej emerytury.

 

Etatowcy płacą krocie na ubezpieczenia społeczne, a mimo to nie mogą spodziewać się świadczeń emerytalnych porównywalnych do obecnych zarobków. Według danych Komisji Nadzoru Finansowego, w 2060 r. na 1000 osób w wieku produkcyjnym będzie przypadać 1070 osób w wieku nieprodukcyjnym, co oznacza, że coraz mniej pracujących będzie finansować świadczenia zwiększającej się grupy emerytów. Eksperci KNF, w oparciu o prognozy Unii Europejskiej, szacują, że emerytura wypłacana z dwóch obowiązkowych filarów – ZUS i OFE – będzie za ok. 35 lat o ponad połowę niższa od ostatniego miesięcznego wynagrodzenia osoby przechodzącej na emeryturę.

 

Między innymi z tego powodu samozatrudnieni nie palą się do przekazywania na rzecz obowiązkowych filarów kwot większych, niż wymagane prawem minimum. Zyskują tym samym co najmniej kilkuset złotową przewagę nad etatowcami, u których wysokość składek jest ściśle związana z wielkością zarobków. Minimalne składki na ubezpieczenia społeczne i Fundusz Pracy przedsiębiorców nie przekraczają obecnie 650 złotych. By płacić takie same składki, etatowiec nie mógłby zarabiać więcej niż 2100 złotych. Przy zarobkach rzędu 5 tys. zł miesięcznie składki etatowca sięgają już prawie 1560 zł, a przy pensji 8000 – prawie 2,5 tys. zł (jeśli zarobki są jeszcze wyższe, osoby zatrudnione na etacie, ze względu na przekroczoną kwotę rocznego ograniczenia podstawy wymiaru, nie płacą już składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe, ale w dalszym ciągu są zobowiązane do uiszczania składek chorobowych i wypadkowych). Oznacza to, że przy zarobkach w kwocie 5 tys. zł przewaga pracujących na własny rachunek nad etatowcem, wynikająca z płacenia niższych składek ZUS, wynosi 915,88 zł miesięcznie (prawie 11 tys. zł rocznie), natomiast przy 8 tys. zł – sięga już 1851,58 zł miesięcznie (ok. 22 200 zł rocznie).

 

Część zaoszczędzonych na składkach ZUS pieniędzy wielu przedsiębiorców przeznaczy zapewne na rozwój swojej firmy. Z drugiej jednak strony, biorąc pod uwagę, że są przeświadczeni, iż ich emerytura wyniesie co najwyżej 20 proc. dotychczasowego dochodu (według badań CBOS i Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami), powinni zastanowić się, czy nie warto zainwestować choć części tej kwoty w uzupełnienie przyszłych świadczeń emerytalnych. Gdzie? Wszystko zależy od własnych oczekiwań, wiedzy na temat finansów, a także skłonności do ryzyka. Pieniądze mogą trafić na przykład na indywidualne konto emerytalne (IKE), które działa na zasadach podobnych do długoterminowej lokaty bankowej. Plusem IKE jest zwolnienie z podatku Belki, jeśli wypłata zgromadzonych środków nastąpi po 60. roku życia. Należy jednak pamiętać, że IKE obowiązuje limit kwotowy , który w 2011 r. wynosił ok. 10,1 tys. złotych. Jeśli więc przedsiębiorca chciałby oszczędzić więcej, niż 840 zł miesięcznie, to IKE będzie dla niego niewystarczające (można mieć tylko jedno IKE). Indywidualne Konto Emerytalne mogą prowadzić banki, zakłady ubezpieczeń, fundusze inwestycyjne i biura maklerskie, daje więc możliwość inwestowania na różne sposoby.

 

Sposobem na finansowe zabezpieczenie przyszłości są także plany systematycznego oszczędzania (PSO), oferowane zwykle jako inwestycje w fundusze „opakowane” w formę polis ubezpieczeniowych. W przeciwieństwie do IKE, na które można wpłacać różne kwoty w różnym czasie (pod warunkiem, że ich suma nie przekroczy wspomnianego wcześniej limitu), przy PSO należy dokonywać regularnych wpłat przez określony z góry czas. Ale ten minus jest jednocześnie plusem, gdyż taka konstrukcja PSO – zmuszająca do systematyczności – daje gwarancję, że rzeczywiście dorobimy do emerytury. PSO pozwalają także na odroczenie podatku Belki do czasu wypłaty środków.

 

Dla szukających bezpiecznych rozwiązań, choć nie przynoszących krociowych zysków, dobre będą obligacje i lokaty lub konta oszczędnościowe w banku. Szukający większych wrażeń i zysków, założą rachunek maklerski i zainwestują w akcje, a wierni zasadzie „ziemia jeść nie woła” – ulokują nadwyżki finansowe w perspektywicznych gruntach. Niezależnie od tego, co wybierzemy, należy pamiętać o jednej zasadzie – im wcześniej zaczniemy, tym większa szansa na godziwą, porównywalną z dzisiejszymi zarobkami emeryturę.

20:31, piestrojanski
Link Dodaj komentarz »
wpisi i nie tylko

euS jest obecnie jednym z popularniejszych narzędzi przestępczych. Nie dość na tym, bez problemu właściwie każdy można go sobie kupić w internecie. Podstawowa wersja kosztuje ok. 3 tys. dolarów (zaraża komputery, na których jest zainstalowany Windows XP, za wersję zgodną z Windows 7 i Vista trzeba dopłacić po 2 tys. dolarów).

 

Klienci, którzy zdecydują się zapłacić jeszcze więcej, dostaną do dyspozycji dodatkowe narzędzia. Funkcja przejmowania kontroli nad zarażonymi komputerami kosztuje około 10 tys. dolarów. Za dodatkowe 1,5 tys. dolarów klient otrzymuje moduł, dzięki któremu może z zainfekowanego komputera wykonywać operacje na kontach internetowych.

 

To dlatego właśnie dość powszechną praktyką w USA jest, że banki akceptują jedynie transakcje z zarejestrowanych wcześniej komputerów. Czy polskie banki pójdą tym tropem?

czwartek, 24 lutego 2011
pierwszy krok

Energetyczną rewolucję wymusza na Polsce jedna z unijnych dyrektyw, zakładająca że w tym dziesięcioleciu przestarzałe liczniki zostaną zastąpione urządzeniami inteligentnymi, umożliwiającymi bieżącą i zdalną kontrolę zużycia prądu. 

Oznacza to, że odbiorca końcowy będzie dostawał rachunek wystawiony na podstawie rzeczywistego zużycia, a nie prognozy. Nowe urządzenia mają uniemożliwić kradzież prądu. 

Kiedy dostawcy zaczną stosować elastyczne i zróżnicowane taryfy, konsument będzie również w stanie tak się do nich dostosować, żeby zużywać najwięcej prądu wtedy, gdy jest on najtańszy.

"O cudzie nad Wisłą" i "regionalnym mocarstwie" piszą o nas niemieccy dziennikarze. Zdaniem prestiżowego tygodnika "Der Spiegel" Polska przeżywa boom gospodarczy i nie jest już "zacofanym, rolniczym krajem".

Zdaniem gazety "trudno znaleźć kraj, który równie wiele zyskał na przystąpieniu do Unii Europejskiej i na globalizacji". Dziennikarz "Spiegla" zauważa, że jeszcze 20 lat temu nasza gospodarka była oparta na rolnictwie.

Gazeta opisuje Polskę m.in. przez pryzmat Leszka Czarneckiego, jednego z najbogatszych Polaków. Wspomina o jego bankach, budowanym przez biznesmena Sky Tower, najwyższym budynku mieszkalnym w Polsce czy wykupieniu udziałów w Allianz Bank Polska.

- Światowy kryzys gospodarczy? On go nie zauważył, jak zresztą prawie nikt w Polsce - można przeczytać w "Der Spiegel".

Wielkość odkładanej kwoty ma mniejsze znaczenie, ale pod warunkiem, że trzymamy się twardo jednej zasady: inwestowania stałej, procentowej części zarabianych pieniędzy. Dlaczego to takie ważne? Teoretycznie bowiem, jeśli zaczynamy oszczędzać stosunkowo wcześnie i do przejścia na emeryturę pozostało nam jeszcze przynajmniej 30 lat, do osiągnięcia określonego celu wystarczyłoby odkładanie niewielkiej sumy – na przykład 200 zł miesięcznie. Pamiętajmy jednak, że zarabiane przez nas pieniądze nie są stałe – w miarę upływu lat uzyskiwane dochody stopniowo wzrastają, między innymi dlatego, że rozwijamy swoje przedsiębiorstwo lub awansujemy w firmie, w której jesteśmy zatrudnieni na etacie. Za 10 czy 20 lat nasze zarobki będą więc dużo wyższe, zatem w przyszłościowo 200 zł nie będzie już miało takiej wartości, jak obecnie. A w efekcie nie zaoszczędzimy tyle, ile rzeczywiście powinniśmy, by na emeryturze nie odczuć drastycznego spadku poziomu życia.

 

Gazeta opisuje też prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Wspomina o jego nienagannej znajomości niemieckiego, kontaktach z berlińskimi biznesmenami, a nawet prezydentem Niemiec. 
- Gospodarka Wrocławia rozwija się szybciej niż Chin - przytacza słowa Dutkiewicza "Der Spiegel". Pisze też o wrocławskim lotnisku obsługującym już 2 miliony pasażerów i zarobkach wrocławian, które od wejścia do UE wzrosły o 50 proc.

Z czasem powstaną zapewne inteligentne systemy, które będą zdalnie kontrolować klimatyzację, ogrzewanie, oświetlenie czy pracę domowych sprzętów.